Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas   Wersja polska 
Joe Monster is watching you
...BO POWAGA ZABIJA POWOLI
« starszy artykułnowszy artykuł »
Wyślij znajomej Zaspamuj znajomego | Strona do druku Drukuj

Rodzynki (z) wykładowców 4 - Politechnika Krakowska

Masakra | Czw 25-10-2007 04:55
Kliknij i zobacz więcej!Jak to dobrze, że z Krakowa się nie ruszyliśmy a tylko przeskoczyliśmy kilkanaście ulic dalej - pojawiliśmy się więc na Politechnice Krakowskiej. Bo tutaj można dowiedzieć się co to jest ten tajemniczy układ, jaka jest nietypowa definicja studenta oraz co ma student do łowcy mamutów.

WFMiIS, Syst. operacyjne, dr P.:
O oprogramowaniu użytkowym:
- Na przykład gry to takie programy, które służą do marnowania czasu.
 
Dokumentacja techniczna:
W okolicach matur:
- Wiecie, mój dziadek zastanawiał sie jak można zdawać maturę bez języka greckiego. Mój ojciec zastanawiał się jak można zdawać maturę bez łaciny. Ja zastanawiam się jak można zdawać maturę bez matematyki, moje dzieci niedługo pewnie wpadną na to jak można zdawać bez polskiego a moje wnuki na to jak można zdawać maturę bez umiejętności pisania i czytania.

Podstawy informatyki:
Prof.:
- A wiecie kto to jest student? Student to takie małe gówno na oceanie wiedzy. Magister to takie gówno, które pływa po oceanie wiedzy ale ma mapę. Doktor to takie gówno, które pływa po oceanie wiedzy i widzi brzeg. A profesor? Profesor to takie gówno, które siedzi na brzegu i odpycha te z oceanu.
 
Dr B., Geologia:
Wspominał o tym, że ludzie od wielu tysięcy lat wyglądają podobnie:
- I tak, jakby porównać studenta wychodzącego wieczorem z pubu z łowcą mamutów, to nie byłoby widać różnicy.
 
Dr G., Wytrzymka:
Wziął jednego studenta do rozwiązania przykładu. Chłopak się męczy przy tablicy, a doktor:
- I to jest układ. Mnie płacą, a pan pracuje.
 
Dr G., Wytrzymka:
Mówi do studenta przy tablicy:
- Niech pan dalej raCHUJE...
Po chwili się poprawił:
- yyy... liczy znaczy się!
 
Dr G., Wytrzymka:
Opowiada jaki to miał ciężki poranek:
- Śniło mi się że mnie z pracy wyrzucili... Nawet się ucieszyłem, ale musiałem niestety wstać i przygotować dla was wykład.
 
Dr G., Wytrzymka:
W sali jest wysuwany elektrycznie ekran do rzutnika. Jednak cała operacja trwa baaardzo wolno:
- Gdyby świat się rozwijał w tym tempie to by nam zabrakło bananów do rzucania.
 
Dr G., Wytrzymka:
Po dygresji związanej z dziećmi i tym podobnymi sprawami, wracamy do zadania. I zaczynamy od punktu G, na co oczywiście sala w brecht, a Wykładowca:
- O punkcie G nie będziemy rozmawiać... Ale jak ktoś chce to może przyjść do mnie na konsultacje.

* * * * *

I jak zwykle Kraków nie zawiódł, bo nie tylko z Politechniki pojawiło się ostatnio sporo rodzynków. Czy inne miasta też dadzą radę? Ja jestem tego pewien!

Czekamy więc na Wasze rodzynki, a w międzyczasie pozdrawiamy profesora z UJ, który po przedostatnich rodzynkach  miał pretensje do studentów, że go "wrzucili do Internetu". Profesorze - proszę sobie tylko pomyśleć ilu ludziom poprawił Pan humor!!!

I na koniec - skupcie się, bo o momencie skupienia będzie.

Dr G., Wytrzymka:
Podczas wykładu zboczył troszkę z tematu (belek ciągłych) i zaczął mówić o bobasach:
- A najgorsze jest to, że jak go już wymyjecie, wyoliwkujecie, wyrumiankujecie to właśnie wtedy on wam się zesra.
Po chwili dodał:
- A ta mina, którą robi doskonale ilustruje moment skupienia w naszych belkach...

Autor: oprac. masakra / Joe Monster.org
Foto: Internet
« starszy artykułnowszy artykuł »

Masz uwagi do artykułu - znalazłeś błąd, literówki, źródło? Napisz do redakcji
Wyślij znajomej Zaspamuj znajomego  |  Strona do druku Drukuj  
Oglądany: 37686x  |  Komentarzy: 5  |  Okejek: 5 osób
Zobacz też

Skomentuj artykuł

:: Najpotworniejsze w tym tygodniu
:: Newsy z kategorii
:: Jak to drzewiej bywało
:: Linki sponsorowane
:: Polecamy te strony
:: Patronujemy i polecamy


Joe Monster.org na Facebooku