Jeżeli chodzi o:
a) walentynki
b) wizytę mojej młodszej zamężnej siostry
c) rozmowę z siostrą cioteczną mą
d) wnioski końcowe
Ad. a) Minęły spokojnie. Zostałam na noc u chłopaka, i dobrze, bo do domu zawitali goście (patrz podpunkt b) i parę nocy spałam na pompowanym materacu. Zawsze to wygodniej na łóżku, mimo, że z chrapiącym sublokatorem :-). Dostałam kartkę, nie wspominałabym właściwie o niej, gdyby nie fakt, że była taka sama jak w zeszłym roku. Mój wybraniec nie pamiętał, jaką kupił mi ostatnio. Można z tego wnioskować, że gust mu się nie zmienił. Więc może i ja jednak cały czas mu się podobam :-)
Ad. b) Siostra się zmieniła. Zrobiła się taka ciepła i cierpliwa. Nigdy tych cech nie miała. Patrzyłam na nią trochę z zazdrością, trochę z niedowierzaniem. Przywiozła film dvd z nagranym dzidziusiem którego ma w sobie. Oglądałam dwa razy. Pokazałam Grześkowi, strasznie go zainteresowały sprawy techniczne, znaczy się, gdzie co jest i ile waży i mierzy. Nie mogę wprost doczekać się chwili w której Grzesiek będzie już gotowy na jakiekolwiek stabilizujące nas działania. A będzie ciężko, bo nasze ewentualne wesele jest uzależnione od mieszkania, samochodu, telewizora, konsoli, lodówki i tysiąca innych niepotrzebnych rzeczy. Wielce prawdopodobne jest, że nigdy nie będziemy tak dobrze usytuowani (wg niego) żebyśmy mogli związać się węzłem. Miało być o wizycie mojej siostry, a jak zwykle wyszło o niczym ;-)
Ad. c) Dzwoniła Martyna, lekarz zapisał jej środki opóźniające poród. Bierze je już jakiś czas, w tym tygodniu powinna je odstawić i rodzić. Ale zostało jej jeszcze 1,5 opakowania, więc bierze je dalej, z tego co wywnioskowałam, bez wiedzy i zgody lekarza, który sugerował już odstawienie. Opieprzyłam ją. Tłumaczyła się nieskończonym jeszcze remontem mieszkania, a co za tym idzie - niegotowością na powitanie nowego członka rodziny. Widać to znak czasów, najpierw jednak musi być mieszkanie, samochód itp.
Ad. d) Jeśli chodzi o wnioski końcowe, to prawdę mówiąc przemyciłam je w większości do podpunktów. Cały czas zastanawiam się, nad tym czy Grzesiek to już ten jedyny (i dlaczego, jeżeli to on, ma tyle wad i tak mnie denerwuje? I czemu ja tak bardzo działam mu na nerwy?). Mnie nie interesują mieszkania i samochody, śluby i zaręczyny. Po prostu chcę spędzać z nim więcej czasu. Chciałabym też, żeby był czasem bardziej czuły i romantyczny. Żeby mnie docenił. Czuję się cały czas taka niedopieszczona. Wiem też, że każda wzmianka o tym wywołuje kolejną kłótnię, bo przecież on "poświęca mi bardzo wiele uwagi i mnie kocha a ja jestem jak małe dziecko". Zdarzają się miłe chwile, ale ostatnio jednak częściej było niemiło. Chciałabym poczuć, że jestem jego, a on mój. Chciałabym czuć to cały czas. Mój miły kwituje to stwierdzeniem - "mieszkasz w szafie". Nie wiem co chce mi przez to powiedzieć, chyba to, że moje wyobrażenia o życiu i związku nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. A mi jest szkoda, bo pamiętam, że kiedyś było nam tak dobrze ze sobą. Tak dobrze, że aż nierealnie.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą