Albo - zabić siebie. Często towarzyszy mi uczucie, że jestem Jego. Miłe uczucie, dopóki nie uświadomię sobie, że, niestety - jestem bardziej swoja własna. I dopóki myślę, dopóki czuję, on nigdy nie będzie miał mnie naprawdę.
Dziś napisałam "Ze wszystkich rzeczy które posiadasz, tylko ja jestem prawdziwie Twoja. Tylko we mnie jest niezaspokajalne pragnienie, potrzeba bycia Twoją. Masz we mnie swój własny fragment świata". Po pierwsze, nigdy mu tego nie powiem - to oczywiste. Nie zrozumiałby, może by się roześmiał, albo zmienił temat. Nie jest w stanie zareagować tak, jak powinien. Myślę, że każdy mężczyzna miałby trudności.
Po drugie mam wątpliwości. Należę przecież do świata, jestem częścią natury. Czy będąc całą sobą częścią świata tak mocno, mogę jeszcze należeć do innej części świata? A może, gdybym przestała być fragmentem całości, może wtedy łatwiej byłoby mi stać się własnością części?
Uuuf napisałam to wreszcie. Może teraz będzie mi trochę lżej, mimo, że czuję, że to jest niedokończone, że to dopiero połowa. Dużo i często nad tym myślę. I, może - to on jest drugą połową tekstu? Tak bardzo chciałabym do niego należeć, równie mocno chciałabym, żeby on należał do mnie.
Według mnie odrzucając pewne filozoficzne kwestie w 3 akapicie uważam, że żle rozumujesz. Bo zawsze uważałem, że najważniejszym jest bycie sobą, dla siebie. Bycie oddanym komuś w 100% nie oznacza wcale, że trzeba zatracać siebie samego. Nie raz widać jak ktoś przez to że jest z drugą osobą zaczyna tracić własną osobowość na rzecz oddania. Oczywiście nie uważam by miało się tak stać u Ciebie.
Po prostu- możesz być jednocześnie swoja własna i jednocześnie tylko jego;) Trzeba pogodzić w sobie te dwie kwestie
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą