Dwadzieścia jeden lat.
DWADZIEŚCIA JEDEN. To takie smutne. 21 lat, które niczego mnie nie nauczyło. 21 lat chodzenia po świecie, szukania czegoś. To co już przeżyłam wydaje mi się takie mało ważne, codzienne.
Bo najlepszy dzień w roku, to ten przed urodzinami. Kiedy wyobrażasz sobie, jak będzie cudownie. Skrzynka mailowa się zapcha od życzeń, telefon się rozładuje od rozmów i smsów, spędzisz uroczą randkę, romantyczną, przy świecach... I budzisz się w dzień urodzin, pada deszcz, osoby które pamiętały o Twoim święcie można policzyć na palcach jednej ręki. Twoja własna matka nie złożyła Ci życzeń, a chłopak stwierdził, że jeśli randka, to tylko przed tv, bo przecież jest mecz.
Chciałabym mieć kogoś, dla kogo byłabym najważniejsza na świecie. Chaotyczne myśli. Nie powinnam robić podsumowań. 21 lat błądzenia, błędów. Oglądania życia. Chciałabym otworzyć się na świat, bardziej, głębiej. Czuję, że mam tylko siebie, że jestem sama. Że nie znajdę nigdy nikogo, kto pasowałby do mnie lepiej niż ja sama. Że jestem dla siebie najlepszym towarzystwem. Wiem też, że to towarzystwo wcale nie jest...
Bycie niezmęczoną jest męczące, a bycie szczęśliwą - smutne. W miłości można być samotnym, nawet jeśli miłość jest odwzajemniona. I, jak widać, życie pełne jest sprzeczności. Ale skąd mogę mieć pewność, skoro go nie znam?
Czuję się jakbym miała dwa serca. Cały świat, to czasem za mało...
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą