Mi się wszystko komplikuje.
Wszystko, czyli Grzesiek. Narzeka cały czas na to, że co chwila wyjeżdżam. Powiedział, że jeśli wyjadę do Włoch to on na mnie nie będzie czekać. I rozmawiamy często o tym, jak moglibyśmy sobie ułożyć życie. Coraz częściej wychodzi na to, że nie jest nam ze sobą po drodze. On chciałby, żebym znalazła pracę w Ostrowcu "jak wszystkie noralne dziewczyny". A ja chcę... sama nie wiem czego chcę.
A wczoraj tata napisał mi, że ma dla mnie stałą, nieźle płatną (stawka wyższa od minimum za które pracowałam zwykle) pracę w Anglii. Że ciapek od którego wynajmuje dom (zawsze kiedy przychodził, mówił do mnie sweetheart i był bardzo miły) otwiera teraz restaurację. I że bardzo chętnie widziałby mnie jako kelnerkę w niej. Kusi mnie ten wyjazd, bo już wcześniej gdzieś przebijała mi się myśl "po co ja tu wracałam?". Tylko, że jeśli wyjadę, to mój związek najprawdopodobniej się skończy. Boję się tego. Ale chyba chciałabym spróbować. Co robić Kubusiu? Wiem, nie będziesz chciał mi odpowiedzieć :-) Nigdy nie chcesz mi radzić w takich ważnych sprawach.
Jest tyle dróg którymi mogę pójść. Boję się wybrać źle. I stoję w miejscu. A już czas najwyższy coś postanowić.
Życzę Ci, żebyś poszła dobrą drogą. Tą, którą podpowiada Ci intuicja, bo rozum w takich sytuacjach niekiedy zawodzi. I pamiętaj: cokolwiek postanowisz, nigdy nie masz dowodu, że podjęcie innej decyzji byłoby lepsze. Więc postanów i przyjmij przyjemne założenie, że właśnie to była najlepsza decyzja :)
Powodzenia :)
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą