A jednak pojadę do GB. Bilet kupiony - 21 maj.
Pozytywnie zaskoczyła mnie reakcja chłopaka. Powiedział, że mam rację, że teraz w domu tylko czekam, nie wiadomo po co. Tam przynajmniej coś zarobię. Mam w planach studia (Informacja naukowa i bibliotekoznawstwo), więc pieniądze nie zaszkodzą. Niby powiedziałam mu, że jadę na długo (do września) a potem chcę się uczyć w Poznaniu, ale on odpowiedział tylko, że "zobaczymy". To do niego trochę nie podobne. Więc, niby się cieszę, że przyjął to tak trochę "z mojego punktu widzenia" a trochę się niepokoję. Czasem wydaje mi się, że już się nie kochamy. A czasem, że przecież nie mogę żyć bez niego, bo jak to tak? Że przecież się nie da, bo jesteśmy tak bardzo zżyci.
I zmiana tematu. Cieszę się, że jadę też dlatego, że ten dom już nie jest moim domem. Matka cały czas siedzi przed komputerem (124 wioski na jednym świecie! Na drugim ponad 40). Tata przyjedzie 8 maja, mama twierdzi, że nie będzie dawać zastępstwa, "urlopu" czy jak to się tam nazywa. Czyli jednym słowem, będzie siedzieć przed komputerem, tak jak teraz. Tak szkoda mi taty. Pamiętam, jak (chyba Anieliczka) przyznała trochę racji mamie, że znalazła sobie hobby pod nieobecność rodziny. I, że teraz nie należy go jej odbierać. Ale moja mama całe życie spędziła właściwie z daleka od mojego taty. Odkąd pamiętam jednego z nich nie było w domu. Najpierw tata wyjeżdżał do Czechosłowacji, potem długo jeździł do Szwecji. Później się wymienili i mama jeździła do Włoch i Niemiec. A teraz on już ponad 3 rok jest w GB. I zupełnie ich nie rozumiem. Bo czy ktoś chciałby tak żyć? Przyjechałam do domu w styczniu i miałam zamiar zostać tu już na stałe, nawet studiować blisko domu. Ale widzę, że domu już nie ma. Mama, mimo, że zyskała towarzystwo, dalej siedzi przed kompem. Na parterze mieszka mój wujek z żoną i dzieckiem. Jak chcę z kimś pogadać, to właśnie z nimi. Mała ma komunię właśnie w tym roku. Robimy już lekkie przygotowania. Mama oczywiście w tym nie uczestniczy. Ciekawe, czy wogóle znajdzie czas, żeby uczestniczyć w tej komunii. Na urodziny nie przyszłą, mimo, że to tylko trzeba zejść po schodach.
Jestem zła. Moja mama jest młoda (41 lat) a zachowuje się, jakby już nic więcej nie chciała od życia. Gdyby umarła przed tym komputerem, to zauważyłabym to pewnie dopiero po paru dniach. A tata myśli o tym, żeby wrócić do domu, na stałe. Muszę mu uświadomić (jeśli nie zrozumie tego sam, obserwując teraz mamę) że domu nie ma. Kurcze, przecież to pani domu robi "ten" klimat!
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą