Obudziłam się i od razu pomyślałam, że to będzie piękny dzień. Może trochę odpocznę, będę robić rzeczy inne niż zwykle. Tylko generalnie, co tu robić?
Człapu-człap pod prysznic. W tym domu należy prysznicować się szybko, bo zaraz przy wannie jest okno. I jeśli usiądziesz sobie na tej ławce w ogrodzie, koło grilla i natrafisz na moment w którym ktoś się prysznicuje... No, po prostu wszystko widać. Więc bierzesz szybki prysznic, zastanawiając się jaką mamy pogodę (najlepiej gdy pada, nikt nie siedzi w ogródku). Jaki dziś dzień tygodnia i kto o której wychodzi do pracy. Pocieszasz się tym, że okno przynajmniej nie wychodzi na ulicę. A potem myku-myk do kuchni, gdzie doznajesz jednego z największych zawodów w swoim życiu (dlatego, że zawód ten ma miejsce co rano). Co kolwiek wymyślę sobie na sniadanie, będąc pod prysznicem, mój ojciec/współlokator/krasnoludki, zdążyli to już zjeść/zakopać w ogródku/pożyczyć sąsiadce/przywiązać się do tego psychicznie. Więc tupu-tup do sklepu. I zanim zjesz obiad, robi się wieczór.
Wykasowałam właściwie pół tej notki. Próbowałam pisać ją dwa razy. Wychodziło coraz gorzej. Jakby to powiedziała koleżanka koleżanki, jakoś tak dzisiaj "boli mnie w sobie". Nie mam pojęcia co ze sobą zrobić. Cierpię na brak celu.
Zasłonki nie da rady założyć, nawet nie miałoby to sensu, okno jest przy samej wannie, zasłonka by się moczyła ;> Są niby takie specjalne, z plastiku, ale karnisza brak. A to już za dużo roboty. Sama karnisza nie zamontuję a facetom w domu brak zasłonki nie przeszkadza. Szybciej i wygodniej jest po prostu prysznicować się w mało uczęszczanych godzinach, najlepiej jak pada. Na szczęście w Anglii często pada ;)
PS.
*Pożyczyć:>
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą