Siedzę i myślę o nim.
Powiedział, żebym pisała pamiętnik, bo on lubi czytać pamiętniki. Powiedział też dużo innych rzeczy. Niby zwykłych, nie z tych słodkich tekstów podnoszących kobietom samooceny. Ale sposób w jaki mówi do mnie zwykłe rzeczy... Przez jego głos, jego spojrzenie, zwykłe sprawy rosną do niewyobrażalnej rangi. Że aż chce się ich słuchać. Powinnam spać, ale ciągle jeszcze o nim myślę. Najgorzej jest zacząć, bo ciężko przestać. Tęsknię za jego obecnością. Dzięki niemu wreszcie mam ochotę wstawać do pracy. Budzę się o 04:30 szczęśliwa, że za parę minut on wróci do domu. I nawet dobrze, że muszę wychodzić z domu, bo on ma okazję się wyspać. Dzisiaj nie szłam do pracy. Mimo wszystko budziłam się w nocy, wiele razy sprawdzając która godzina, i ile jeszcze zostało do jego powrotu. Nie chcę nic mówić (bzdura, chcę mówić, właśnie dlatego to piszę) ale ostatnio wstaję dla niego. Dla niego kładę się spać. Jest moją pierwszą myślą rano i ostatnią wieczorem. Można powiedzieć, że dzisiaj pomyślałam o nim tylko raz. Zaczęłam rano, i właśnie powoli kończę. Jestem teraz jak taka smarkula z gimnazjum. Rozpoznaję niejasno te symptomy ogłupienia. I już nawet nie chodzi o jego wygląd, głos, oczy, uśmiech, o to co mówi, czy robi. Tylko o tę siłę która na mnie spływa, kiedy mnie przytula. O ten spokój.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą