< >  wszystkie blogi

No doubt!

Najważniejsze aby nóż ciągle służył do krojenia chleba...

Wartałoby uaktualnić troszkę...

25 wrzesień 2008 ·
Już prawie zapomniałam, że mam bloga. A to dlatego, że teraz mam z kim dzielić się każdą myślą. Ale raz na jakiś czas wypadałoby podzielić się ze światem, skoro jest taka możliwość...
Mój tydzień zaczyna się we wtorek. Wstaję w ów wtorek o 04:30. Ubieram się i maluję. W tak zwanym międzyczasie do domu wraca Misiek. Nadzoruje moje przygotowania. Potem odprowadza mnie pod salon bingo. Po drodze wchodzimy do sklepu. Po gumy do żucia. Dużo. I jajka niespodzianki. Dwa. O 05:45 przyjeżdża po mnie Maciek, kolega z pracy. I zabiera mnie do ukochanego wujka Wincantona.

Pracuję od 06:00. Najpierw przy wejściu podaję rękę Prezesowi. Prezes jest skanerem na rękę, monitoruje kiedy wychodzę i przychodzę z pracy, do pracy i na przerwy. Nie lubimy się z Prezesem, oj nie. Potem biorę kluczyk od LLop'a i pierwszego pika. I wyruszam na poszukiwanie rumaka. Kiedy już się człowiek zdecyduje na którąś z tych pomarańczowych śmierci, należy udać się na Wiec Entów. Wiec Entów jest taką symboliczną modlitwą przed pracą. Dowiadujemy się na nim co rano, że nie wolno jeść cukierków, należy używać klaksonów, meldować o wypadkach. Po Wiecu Entów można pikować. Koło 08:30, w zależności od tego jak skończę pika i jaki mam nastrój, szukam Julity w celu udania się na pierwszą przerwę.

W czasie 30 minut ja zjadam jej kanapki, ona moje jajka niespodzianki. Chociaż w sumie zwykle dzielimy się po połowie. Plotkujemy sobie. Julita ma około 40 lat. Jest arcyśmieszna. Niezwykle przypadłyśmy sobie do gustu. O Julicie może będzie jeszcze kiedyś, nieco obszerniej. Po przerwie trzeba znowu pikować. Druga przerwa jest zwykle koło 12:30.

Zakład pracy opuszczam zwykle o 15:30. Podaję rękę Prezesowi i Maciek zawozi mnie do domu. A w domu czasami czeka na mnie obiad. A czasami nie. Ale zawsze czeka na mnie Misiek. Misiek świetnie gotuje. A ja świetnie zjadam.

Ach! Zapomniałabym - kiedy jestem na pierwszej przerwie, Misiek jeszcze śpi. Ale na drugiej piszę do niego sms.

Kiedy oboje zjemy obiad mamy czas na przytulanie i rozmowy. Misiek jest czasem bardzo śmieszny, potrafi mnie rozśmieszyć do łez. Dziś np oglądaliśmy jakiś horror. W sumie żeby oddać całą niesłychaną zabawność Miśka musiałabym streścić film. A ponieważ nie za bardzo mam na to ochotę... Najważniejsze, że prawie oboje płakaliśmy. Bo to był horror z tych które najlepiej się komentuje. "Dziewięć żyć" czy coś takiego. Taki komediowy.

O 18:00 Misiek idzie do pracy. Ja zwykle jeszcze chwilę czytam książkę (aktualnie "Moje pierwsze samobójstwo" Pilcha) i o 20:00 już śpię. Misiek wysyła mi sms na dobranoc.

W niedzielę i poniedziałek mam dni wolne od pracy. Roztrwaniam wtedy większość tego, co udało mi się zarobić. Muszę jakoś ograniczyć wydatki. Dziś na przerwie powiedziałam koledze, że mam duże potrzeby. On powiedział, że ma większe. Musi kupić nowy pałac, bo w obecnym już zabrudziły się dywany. I nowy odrzutowiec, bo w tym który ma przetarły się skórzane siedzenia. Moje potrzeby są niby mniejsze, ale chciałabym w najbliższym czasie kupić samochód...

Mogę jeszcze zdradzić, że co dzień aby wyjść z łóżka muszę sobie ze trzy razy powtórzyć w myślach, że to już ostatni dzień. Małe kłamstwo, ale pomocne.

Lubię moją pracę, pracuję z samymi fajnymi ludźmi. Śmiesznymi. Z fantazją. Jeden chłopak ma dwa fakultety. Drugi był nauczycielem polskiego. Julita co chwila podkreśla, że zakład pracy ją docenił tak odpowiedzialną funkcją, jaką pełni, ponieważ też nie jest głupia. Należy do polskiej inteligencji na emigracji. Bo przecież skończyło się te osiem klas. Mówi też, że wybrała świadome macieżyństwo. Najpierw kariera, potem rodzina. I teraz, kiedy już zrobiła karierę... Nauczyłam się tutaj dystansu do siebie. Tego szczególnego rodzaju dystansu, który pozwala z dystansem wierzyć w to, że jestem idealna. Może nie pełnię odpowiedzialnych funkcji. Nie mam się czym chwalić przed znajomymi którzy poszli na studia, którzy myślą, że są stworzeni do wyższych celów...

Ale przecież cały czas się rozwijam. Tylko teraz w innym kierunku. Liczy się dla mnie to, że jestem całkowicie samodzielna, niezależna. I tak ważna jest każda chwila z nim. I każdy uśmiech.

I może moje tygodnie są z opisu monotonne. Ale mam tak cudownych znajomych, że żaden dzień nie jest taki sam. Mam ogromne szczęście do ludzi. Ogromne szczęście.
 

3 komentarze
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Anieliczka -   |  3 lata i 4 miesiące temu  |  
pracowałam w Wincantonie!!!
 
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
AdlerPL -   |  3 lata i 4 miesiące temu  |  
"Liczy się dla mnie to, że jestem całkowicie samodzielna, niezależna". No i tak trzymaj;)
Strasznie się cieszę, że zaczęło Ci się układać:) I oby tak dalej.
 
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
ledman -   |  3 lata i 4 miesiące temu  |  
:spoko też śmigałem lolopem i pikowałem, w kit robota ;)

i :cyk za tych ludzi co masz, co by byli zawsze w porządku :)
 

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
O blogu
  • To jest blog. Mały, niezorganizowany i niesystematyczny. Zmęczony, smutny i śpiący. Uwaga! Blog posiada tendencję do schodzenia na manowce.
  • Informuj mnie o nowościach na blogu
  • RSS blogu Ale_Xandra
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi