W gimnazjum dostałam za to 5+ :)
Jest w ludzkich sercach i umysłach miejsce o którym z wiekiem się zapomina. Owiana tajemnicą kraina wiecznego szczęścia, Lador. Małe dzieci trafiają tam podczas snu i nigdy o niej nie rozmawiają, nie watpią też w nią i nie dziwią się jej nierealności. Po prostu wiedzą, że istnieje i jest to dla nich oczywiste. Z wiekiem jednak przestają o niej myśleć i zanika w nich wizja państwa radości.
Lador to państwo bez władzy, nie ma w nim żadnego dorosłego, co jednak nigdy nie martwiło dzieci. Bawiły się na pięknych, zielonych cały rok wzgórzach w berka, śmiały się głośno, a ich śmiech spływał łagodnie po stokach. Niektóre dzieci wybierały się na wycieczki na których czasem widziały zaciekawce lub miodowe kozy. Pegaz pokazywała się tylko nielicznym, bystrym i grzecznym dziewczynkom. Skrzydlata klacz bała się chłopców, gdyż wiedziała, że są hałaśliwi, wykonują gwałtowne ruchy i szybko się nudzą.
Ja najbardziej lubiłam schodzić po kamiennych schodach, znajdujących się na Górze Muchogłaza, na skraju lasu. Tuż przed borem stała mała ławka, na której siadałam i słuchałam śpiewnego szumu drzew. Kilka razy przyszły do mnie elfy ale gdy opowiadałam o tym rówieśnikom, śmiali się ze mnie. Troszkę bałam się innych dzieci, w przeciwieństwie do nich nie podziwiałam bezmyślnie uroków Ladoru. Zadawałam sobie pytania dotyczące historii tego cudownego państwa. Inne dzieci tego nie rozumiały. Najpierw się dziwiły a później zaczęły mnie unikać. Nie byłam z tego powodu bardzo nieszczęśliwa. Cieszyło mnie to, że nie mogę obserwować je z daleka, porównywać i poznawać bez ich wiedzy.
Dziś nie potrafię wrócić do Ladoru. Próbowałam wielokrotnie, ale nie udało mi się. Dopiero teraz rozumiem, że mogą tam przebywać tylko dzieci. Wielokrotnie, gdy widzę małego człowieka, zdarza mi się z tego powodu spojrzeć na niego z zazdrością. Nie umiem inaczej. Tęsknię, tylko nie wiem dlaczego pamietam o miejscu wiecznej radości? Może ma na to wpływ moja przygoda ze starcem?
Pewnego razem, gdy sidziałam na ławecze, w głębi lasu dostrzegłam chatkę. Wyszedł z niej mężczyzna, który usiadł obok mnie. Wystraszyłam się, bo był to jedyny dorosły, a właściwie już starzec, którego kiedykolwiek widziałam w tym kraju.
- Kkk-kim pan jest? - spytałam drżącym głosem.
- Jestem Twoim ojcem.
- Ale ja mam już tatę! - krzyknęłam przerażona już nie na żarty.
- Jestem ojcem wszystkich ludzi. - sprostował.
- Naprawdę??? - spytałam ze sztucznym zainteresowaniem. - Wiesz wszystko?
- Odpowiem na Twoje pytanie - wykręcił się od odpowiedzi.
- Czy dzieci przychodzą do krainy, czy to Lador przychodzi do nich?
- Heh - próbował się uśmiechnąć. - To bardzo mądre pytanie! - potargał mi włosy, co miało być chyba oznaką sympatii?! - Nie strać nigdy ciekawości. Tylko zadając pytania można uzyskać odpowiedź. - dodał.
Zamknęłam na chwilę oczy, aby to przemyśleć, ale gdy je otworzyłam nie było już ani starca, ani chatki.
Wtedy nie rozumiałam sensu słów staruszka. Dziś rozumiem je, domyślam się nawet kim był mój rozmówca. Czy był mężczyzną? W końcu znalazł się w dziecięcej krainie szczęścia. Czy wogóle był człowiekiem? Nie wiem. Wiem tylko jedno.
NIE CHCĘ ZAPOMNIEĆ.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą