Wychowałam się wśród dwóch sióstr - młodszej, rodzonej i ciotecznej w tym samym wieku co ja. Razem się zawsze bawiłyśmy, razem chodziłyśmy do przedszkola, zerówki, podstawówki. I jak to dzieci, planowałyśmy wyjść za mąż w jednym dniu, w jednym dniu urodzić dzieci, które chodziłyby razem do szkół, bawiły się razem i lubiły wzajemnie. Miałyśmy mieszkać blisko siebie i robić grille co sobota. Miałyśmy być nawzajem chrzestymi swoich dzieci. Pewnie, że to tylko dziecięce marzenia, ale co z tych marzeń zostało?
Ano, niewiele. Najpierw cioteczna wyprowadziła się do Poznania. Poznała rapera, zaszła w ciążę. Nie jestem pewna, czy zostanę poproszona na chrzestną, może się okazać, że nie jestem wystarczająco fajna dla tego towarzystwa. Niemniej jednak byłam pierwszym człowiekiem (pomijając szczęśliwych rodziców) który o tej ciąży się dowiedział. Więc może...
Później rodzona poznała marynarza. Z owym marynarzem rozmawiała długo przez telefon, codziennie. Później przyjechał do niej, oświadczył się. Parę dni temu byłam na ślubie. Parę dni temu okazało się, że jest w ciąży. Więc może i nie jednego dnia będą rodzić się dzieci, ale przynajmniej w jednym roku.
Ja teraz zostałam sama. Oczy całej rodziny patrzą na mnie pytająco. Na nic tłumaczenia rodziców, że przecież jeszcze jestem młoda i mam czas. I tak czuję się czasem jak trędowata. Ludzie w moim wieku się jeszcze bawią i nie myślą o takich rzeczach. A moje siostry nadały bardzo szybkie tempo. Boję się, że całkiem niedługo naprawdę będe im zazdrościć.
Ślicznych dzieci, mężów, swojej własnej rodziny. Odwagi. Ja utknęłam w bardzo dziwnym związku, bardzo dziwnym. Coraz bardziej nie wiem czego chcę. Napewno nie chcę niczego sztucznie przyspieszać. Owszem, mogłabym powiedzieć, że chcę się zaręczyć. I zaręczylibyśmy się. Ale chciałabym żeby oświadczył mi się wtedy, kiedy sam poczuje, że jest gotowy. Wydaje mi się, że ma to w sobie więcej magii, od suchego 'może byśmy się zaręczyli?' 'Dobra, to w sobotę pójdziemy po pierścionek'. Chociaż jak się zastanowię, to taki przebieg zdarzeń pewnie odpowiadałby mu bardziej, nie trzeba czynić żadnych wyznań.
Ehhh
Ale coż,
żeby zdemaskować przeznaczenie trzeba je przeżyć.
Ale co do zaręczania, to zgodzę się z :Neovigo. Tym bardziej, że nikt nie powinien nikogo zmuszać lub naciskać w sprawie zaręczyn, by ktoś tego nie robił bezwiednie.
Na przykład ja z Kasią nie raz rozmawiałem o zaręczynach i zawsze kończyło się fochem lub kłótnią. Tzn. rozmowa w stylu: że jakaś jej znajoma się dziś zaręczyła lub niedługo wychodzi za mąż. I pytanie: A kiedy ty mi się oświadczysz..co mnie czasem doprowadzało do złości. Na początku było tłumaczenie, że bez sensu były by oświadczyny, jeżeli studiujemy, ja nie zarabiam, za 2 lata dopiero kończę inżyniera i będę szukał pracy, a gdzie mieszkanie, stała praca. Tego bym właśnie oczekiwał od siebie, gdybym miał brać ślub. A nie zaręczać się, bo inni się zaręczają, a tak na prawdę nie mając nic, żadnych perspektyw na to jak będziemy żyć po ślubie. Ja podchodzę do tego romantycznie, ale i praktycznie..i w tym jest u mnie problem..
I całkowicie popieram że sytuacja "może byśmy się zaręczyli?" "no dobra"... to jakiś żart całkowicie pozbawiony magii i ogólnie całej "otoczki" jaka powinna towarzyszyć temu wydarzeniu...
:* :)
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą