...ale popisać o własnym chyba można ;).
Zaczęłam ostatnio przeczesywać pokłady mojego dysku oraz pamięci, żeby sobie przypomnieć czego lubiłam słuchać bo jakoś tak ostatnio cicho u mnie strasznie pod względem muzycznym. A to aż dziwne jest, bo przez ostatnie parę lat nie potrafiłam żyć bez muzyki, więc zawsze coś leciało czy to z kompa czy przenośnego odtwarzacza i nawet spałam przy muzyce. Przy okazji wykonałam wielki przegląd moich upodobań muzycznych od lat najmłodszych, wyniki poniżej.

Początki miałam ciekawe bo jako dzieciak mały wsłuchiwałam się w to co mój ojciec, czyli zespoły typu
Metallica, Iron Maiden, Scorpions oraz różne polskie zespoły, których nazwy mi w głowie nie pozostały. Oczywiście w tym wieku teksty ich piosenek były dla mnie zbyt skomplikowane, dlatego kawałkiem, który obdarzyłam szczególnym uwielbieniem, był utwór
Skóra zespołu
Aya RL bo jakoś przyjemność mi sprawiało śpiewanie refrenowego tą tą tą... .
Lata leciały, aż w końcu ludzie w moim wieku zaczęli też słuchać muzyki z jakimś zainteresowaniem, toteż nie chcąc odstawać musiałam się zapoznać z różnymi boysbandami oraz innymi gwiazdami popu typu
Backstreet boys, Just 5 i A*Teens. Pod koniec podstawówki byłam już tworem słuchającym
Britney Spears w czasie nałogowego czytania książek ze Star Wars. No ale ponoć wszystkiego trzeba spróbować (w tym wypadku, żeby wiedzeć do czego już nie chcę wracać) ;).
Jak byłam w gimnazjum to przyszła fala
Linkin Park (oraz Hip-Hopu ale ograniczyłam się tylko do LP), który muszę przyznać, że wtedy mi się nawet podobał. Chociaż właściwie należy zaznaczyć, że muzyka mi się podobała, bo jakoś nie łączyłam się z fankami sikającymi na widok ich zdjęcia. Poza tym moją prywatną miłością muzyczną był
Goran Bregović (chociaż jego współprace z polskimi wykonawcami mi średnio do gustu przypadły), którego słuchałam namiętnie aż mi się kasety pozrywały z nadużycia.
Czasy licealne miałam muzycznie pokręcone bo stały dostęp do internetu w końcu zaowocował napływem różnej muzyki z różnych stron, chociaż ciężko było o ulubiony zespół lub wykonawcę, gdyż najczęściej podobało mi się najwyżej kilka kawałków a reszta już nie. Toteż moje playlisty zapełniały różne rodzaje muzyki w różnych językach (najczęściej polski, angielski i japoński). Nieco później, w sumie z powodu nastoletniego szaleństwa odkryłam
Green Day, a samo szaleństwo polegało na tym, że chcąc się podlizać pewnej osobie załatwiałam bilety na koncert tego zespołu to i dla siebie też miałam, zwłaszcza, że muzyka ich też mi się spodobała przy okazji. Później jeszcze do moich najczęściej słuchanych doszły takie zespoły jak:
Simple Plan, Yellowcard, System of a Down, Coldplay oraz polskie Happysad i Akurat.
Ostatnie lata też w sumie mikser, sporo czasu oddawałam moje uszy pod opiekę radia Last.fm, gdzie też wyłowiłam sobie kilku wykonawców, z którymi się postanowiłam bliżej zapoznać. Przodujący w tej grupie jest cypryjski artysta
Alkinoos Ioannidis (Αλκίνοος Ιωαννίδης), za którego płytami sporą część Londynu zlatałam, a to czego dostać nie mogłam wycisnęłam od kumpla z Grecji. Poza tym do moich zbiorów dołączyły też utwory
Damiena Rice oraz zespołu
Breaking Benjamin.
Poza tym wszystkim mam jeszcze nieśmiertelną piosenkę, która niezmiennie od wielu lat mi się podoba i zawsze z przyjemnością do niej wracam:
SDM - Czarny blues o czwartej nad ranemA teraz czekam aż ktoś napisze, że mam zryty gust :C
zryte gusta sa wszędzie;)
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą