Angie. Żyje sobie w normalnym świecie i nic, co ludzkie, nie jest jej obce. Chociaż ‘normalny świat’ jest bardziej poprawną formą. W cudzysłowie. Na co dzień chodzi do liceum. Znaczy się, bywa w nim. Uczy się bo musi, ale częściej jej w szkole nie ma, niż jest. Od życia nie oczekuje zbyt wiele i nic nie jest w stanie jej zmobilizować. Nawet wymarzone minione wakacje w Kanadzie. Jest załamana. Jej obiekt westchnień, okazał się inny niż się jej wydawało przez ostatnie dwa lata, od dnia, kiedy była jeszcze małą gówniarą. Pozory. Wszędzie i ciągle. W, bo taka była pierwsza litera jego imienia, oszukał ją, zdradził ją psychicznie, nie pozostawił odrobiny nadziei. Nie rozumiała tylko, dlaczego, mimo iż nikt nie widzi ich przyszłości, jest w niego wpatrzona jak w obrazek. Ona, która do niedawna ceniła sobie ponad wszystko swoją niezależność, nagle chciała być zależna od niego. Możliwe, że według niej jest idealny. Każda jego wada jest dla niej doskonała. Jest w stanie zmieniać się, podporządkowywać, układać się idealnie jak kostka Rubika, stawać się z dnia na dzień coraz bardziej idealną, ale tylko dla niego. Ona, młoda, szesnastoletnia, dojrzewająca kobietka, zakochana bez nadziei, bez wzajemności w o dziesięć lat starszym facecie. Zachłanna i chętna chłonąć jego obecność, gdy tylko on znajduje się w pobliżu. Jak to możliwe, skoro nigdy nie zbliżyła się do niego fizycznie? Angie wychodzi z założenia, że na wszystko przyjdzie czas. Na dotyk, na pierwszy pocałunek, na pierwszy stosunek. I pomyśleć, że ta młoda, szesnastoletnia kobietka jest tak cierpliwa, że wystarcza jej nadzieja. Choć może nie jest do końca normalna? W jej wieku powinno się imprezować, podrywać facetów, ale nie ona… Ona nie potrzebuje nic więcej od życia. Żadnego innego faceta, żadnych imprez, nie potrzebuje więcej nic, niż odrobinę tej zasranej nadziei. Nadziei, że będzie lepiej i że jej podejrzenia są fałszywe. Czy to się czuje, że ktoś jest innej orientacji? Zraniona i pokrzywdzona. A może to tylko prowokacja z jego strony? Ale czy to się czuje?
"Celowe niedoróbki" nie są moim zdaniem niedoróbkami; chodzi zapewne o pokazanie pewnego chaosu myśli ja lirycznego. Przynajmniej tak to odbieram.
Czepiam się więc tych niedoróbek, których tak nie odebrałem. Naturalnie moja interpretacja może być błędna, dlatego przytoczyłem tylko jedno zdanie, które nawet po zaakceptowaniu teorii chaosu brzmiało tak sobie :)
Ogólnie tekst przyjemnie się czyta. Wadą są niedoróbki stylistyczne i interpunkcyjne, zwłaszcza to niechlujne dość zdanie:
"Na co dzień chodzi do liceum, choć więcej jej w nim nie ma, jak jest."
W skali 0-10 dałbym 8.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą