< >  wszystkie blogi

Oneiros

Miejsce gdzie łączą się sny.

Z dedykacją

18 październik 2008 ·
- Nie tak szybko. - mruczę pod nosem i podchodzę do chłopaka, kuli się przede mną pod ścianą. Boi się. I dobrze. Niech się boi. Uśmiecham się jak szaleniec. Strzelam mu w pysk, jeden raz, drugi.

- Nie rób tego nigdy więcej. A teraz wstań. Przeproś. - słyszę jak łkając przeprasza. Patrzę na drugą stronę korytarza, widzę młodego pulchnego chłopaka z półdługimi włosami. Taki byłem? Myślę. I Zamykam oczy. Pamiętam ten dzień, ale on był inny. Uderzył raz, potem drugi. Potem przyszła klasa i śmiała się.

Teraz potoczył się inaczej.

Otwieram oczy.

Jest mi smutno, że nie potoczyło się to wtedy inaczej. Leżę w łóżku. Minęło tyle lat, a ja to pamiętam. Czasami nienawidzę w sobie tego, że pamiętam różne nieprzyjemne rzeczy.

***

- Kocham cię. - widzę chłopaka szepczącego do dziewczyny, uśmiecha się. Zawsze się uśmiechała. Miała taki fajny uśmiech. Siedzę na drugiej ławce i ukradkowo zerkam na postępy młodzieńca. Gdy on zerka na mnie pokazuję mu uniesione kciuki, tylko tak dalej.

Wstaję, odchodzę. Poradzi sobie. Kupuję paczkę fajek, nie palę, ale chyba zacznę. Wyjmuję jednego papierosa. Zapalniczka... Wracam do kiosku, kupuję zapalniczkę, uśmiecham się do dość ładnej kioskarki. Odpalam peta i zaciągam się dymem. Jak to łatwo przychodzi.

Wracam na ławkę, chłopak całuje się z dziewczyną. Szczęściarz, myślę. Wyrzucam papierosa. Druga ławka jest pusta. Uśmiecham się mdło. Myślę o tym co było. Co już nie wróci.

Chociaż... Tego tak naprawdę nigdy nie było.

 

Skomentuj

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi