< >  wszystkie blogi

Powiało nudą

Od dziś zawsze będę kończył, to co zacz...

Akcelerator przejazdu przez zapchane skrzyżowania

15 sierpień 2008 ·
"Ja nie jestem agresywny! Agresywność - jeden!" ale czasami jednak człowieka zaczyna trafiać.

Coraz częściej we Wrocławiu kierowcy zaczynają jeździć po warszawsku. Co to oznacza? Wciskanie się "na styk", agresywna jazda i trąbienie na wszystkich wokół. Mam wątpliwą przyjemność czasem udać się do stolicy i ze zgrozą obserwuję co się dzieje tam na ulicach i w duchu dziękowałem Opatrzności za to, że mieszkam w tak spokojnym i uprzejmym mieście, jakim jest Wrocław, gdzie jeśli nawet jesteś marnym kierowcą i nie umiesz się wciskać, wystarczy, że chwilę poczekasz a ktoś uprzejmy Cię przepuści.

Okazuje się, że moda na jazdę w stylu wielkiego, pędzącego donikąd, miasta dociera powoli i do stolicy Dolnego Śląska. Pierwszym symptomem, który zaczynam zauważać regularnie to "myślenie" w stylu "mam zielone (pomarańczowe) to jadę". I stoi. Stoi na samym środku skrzyżowania przyblokowany z przodu i z tyłu przez takich samych idiotów jak on, którzy "mieli zielone" i nawet gdyby na jednym oku mieć -17 a na drugim +21 dioptrii i być beż żadnych szkieł korekcyjnych, można zobaczyć, że się nie przejedzie i nie ma sensu się pakować.

Druga kategoria idiotów to ci, którzy dostają zielone światło i zaczynają jechać a po chwili natykają się na tych, co właśnie przed chwilą mieli zielone. Co się wtedy dzieje? W ruch idzie akcelerator przejazdu przez zapchane skrzyżowanie. Będąc pieszym stojącym obok takiego kretyna mam ochotę złapać go za fraki, wyciągnąć z samochodu, wsadzić mu jego zakuty łeb pod maskę jego własnego pojazdu a następnie przez minutę, jak on, trzymać włączony klakson. Do tej pory myślałem, że sygnału dźwiękowego można używać w terenie zabudowanym jedynie w uzasadnionych przypadkach zagrożenia. Widać niemożność przejechania przez skrzyżowanie uzasadnia nieprzerwany, wściekły dźwięk klaksonu przez kilkadziesiąt sekund.

No i stało się. Któregoś dnia miałem gorszy dzień - poniedziałek. Wszystko, jak to w poniedziałki szło dokładnie tak, jak nie powinno.

Jako pieszy czekam sobie grzecznie na zielone na przejściu. Najwidoczniej gdzieś dalej coś się stało, bo zrobił się niezły zator. Klakson. Długi, przeraźliwy, wwierca się przez moje bębenki dość agresywnie w moją głowę. Jakiś imbecyl w czarnym eleganckim Mercedesie puszcza ostrą wiązkę wyrazów, od których nie jeden "dres" zapadłby się pod ziemię, w stronę jakiegoś taksówkarza, który "miał zielone" i utknął na środku, blokując przejazd. Niewiarygodnie naciągnięta gumka od majtek mojej cierpliwości i opanowania nie wytrzymuje i pęka udarzając mnie przy tym dość boleśnie w palce.

Zbliżyłem się do Mercedesa i wygarnąłem co myślę o takim durniu jak on, pytając się retorycznie czy wciśnięty przez minutę klakson posunął go choć o centymetr do przodu. Użyłem przy tym jego języka, sądząc, że do takiego eleganckiego biznesmena, za jakiego chciał uchodzić wożąc się drogim zadbanym wozem, inny nie trafi. Gość nawet na mnie nie spojrzał odkrzyknął mi tylko, że tamten jest zawalidroga i nie powinien wjechać na skrzyżowanie, jak nie może go opuścić. Użył innych słów. Przy okazji machnął na mnie ręką jak na lokaja, który przyniósł kapcie i pan łaskawie zezwala mu odejść i kazał się odzajączkować. Mimo iż moja agresywność zdecydowanie wynosi jeden, nie wytrzymałem. Ilość wyrazów, które jeszcze długo nie wejdą do słownika innego niż wulgaryzmów, jakie padła z moich ust, przypadająca na te, które w rzeczywistości niosły ze sobą jakąś informację, była przerażająca. Informacja, którą mu przekazałem w skrócie brzmiała tak "zaraz eleganciku wyciągnę cię z twojego zadbanego samochodu, pokażę, że zrobiłeś tę samą głupotę co taksiarz, blokując torowisko tramwajowe, następnie zrobię ci dość trwały makeup twarzy, wyrwę klakson i wcisnę ci go w miejsce, z którego nawet jak go wyciągniesz, to tę przygodę będziesz wspominał przez długi czas udając się za grubszą potrzebą".

Tym razem nieco zaskoczony na mnie spojrzał. Może w lepszym odbiorze i potraktowaniu mnie serio pomogło słownictwo o jeden stopień dalej posunięte niż jego a może moja dość krótka (z wygody nie przekonań ideologicznych) fryzura plasująca mnie gdzieś pomiędzy pierwszym a drugim zastępcą przywódcy bandy dresiarzy. Jeszcze coś odburknął ale klaksonu już nie użył. Starszy taksówkarz chyba odetchnął z ulgą.

Co mnie skłoniło do przepychanki słownej? Przyczyn było kilka.
  • Wkurza mnie strasznie bezmyślność ludzka. Sam jestem kierowcą, rowerzystą i pieszym i zaliczając się w danej chwili do jednej z tych grup staram się nie sprawiać problemów żadnej innej ani współczłonkom mojej.
  • Zdarza mi się znaleźć na miejscu zarówno "złotówy" jak i pana Elegancika, ale będąc na miejscu pierwszego ze skruchą przepraszam a na miejscu drugiego jak czuję, że muszę zatrąbić to robię to raz i krótko a częściej używam długich świateł. Tak samo, jak chcę "obudzić" tego, który na światłach przede mną zaspał. W 9 na 10 przypadków działa i nie jest odbierane jako agresja,
  • Mimo, że nie przepadam za taksówkarzami, ze względu na ich agresywny styl jazdy i nie sygnalizowanie manewrów, zrobiło mi się trochę gościa żal.
  • Jeszcze bardziej zrobiło mi się żal jego pasażerki i (chyba) jej małej (chyba) córki, która z przerażeniem patrzyła na agresywnego kierowcę.
  • Nie podobało mi się, że gość sądził, że jak ma auto za kilkadziesiąt "peelenów" to może wyzywać innych kierowców, którzy jeżdżą takimi za kilka albo kilkanaście.
  • Głowa mnie zaczynała boleć od tego klaksonu.
Może i nie zmienię nikogo, ale jeśli tamten choć z raz powstrzymał się od denerwującego trzymania klaksonu na jakimś skrzyżowaniu, uważam że postąpiłem słusznie i sądzę, iż odniosłem spory sukces.

No to, żeby jeszcze był jakiś morał: Jeśli już to czytasz i jesteś kierowcą, zastanów się czy uda Ci się zjechać ze skrzyżowania, jak na nie wjedziesz. Nie patrz tylko na to, że "masz zielone". jak jesteś po drugiej stronie i zastałeś takiego, który utknął i nie ma jak zjechać, nie uczepiaj się klaksonu. Nie przesunie Cię to ani o centymetr a tamtego może tylko zestresować i jeśli jest początkującym, ze zdenerwowania nie zjedzie jeszcze długo i w rezultacie będziesz stać dłużej. Jeśli nie możesz wytrzymać i MUSISZ użyć klaksonu, aby pokazać, że zrobił głupotę, użyj go raz albo dwa, ale KRÓTKO. Są też piesi, których ten dźwięk irytuje, jeśli trwa długo. Któryś kiedyś nie wytrzyma... No i w końcu: szanujmy się i bądźmy uprzejmi na drogach wobec siebie. KAŻDY popełnia błędy. Agresywnością jedynie wywołamy taką samą reakcję. Będąc życzliwymi możemy zyskać więcej.

Czy spełniłbym groźbę? Raczej nie. Z dwóch powodów. Pierwszym jest to, że te klaksony są raczej sporych rozmiarów i widzę pewne przeszkody natury technicznej. A drugi to taki, że u mnie "agresywność - jeden!"

pl.youtube.com/watch

pl.youtube.com/watch

 

2 komentarze
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Frejr -   |  3 lata i 5 miesięcy temu  |  
Oczywiście, że masz rację, że bardzo często to trąbią ci, którzy nie wiedzą, co się dzieje. Generalnie nie chodzi mi o to kto trąbi, ale o to, że bez względu na to, jak daleko od skrzyżowania się stoi, trąbienie nie przesuwa nas w stronę skrzyżowania.

Czasem jak mi się uda władować na skrzyżowanie i nie mogę go opuścić (tak, nie jestem bez winy, mnie również czasem się zdarza, choć staram się nie dopuszczać do takich sytuacji) a za chwilę jakiś kretyn zaczyna na mnie trąbić, widząc, że choćbym się ze.rał, nie zjadę, bo nie mam gdzie, Mam ochotę zgasić silnik, wyjąć kluczyki, zamknąć auto, a następnie podejść do swojego samochodu od strony trąbiącego. Po kilku chwilach oglądania, podejść do trąbiącego i z rozbrajającym uśmiechem spytać się, co mi się stało z samochodem, bo nic nie widzę, a on strasznie chciał mi na coś zwrócić uwagę, że coś się stało. W końcu m.in. do tego powinien służyć klakson. A jak zacznie na mnie wrzeszczeć (bo zacznie), że to dlatego, że stoję na drodze, to kulturalnie przeprosić i wyjaśnić, że bardzo mi przykro, ale nie mam jak zjechać a to, że uczepi się klaksonu absolutnie nie zmieni tego stanu rzeczy.
 
amonwar
amonwar -   |  3 lata i 5 miesięcy temu  |  
z całego serca popieram, mnie jeszcze irytują piesi którzy stoją na czerwonym świetle już na ulicy, nie wiesz czy facet ci zaraz na maske nie skoczy, czy lubi jak 1,5 tony miażdży mu palce u nóg.

I faktycznie wpieprzanie sie na "zielonym bo je mam" irytuje, ale w wiekszości przypadków spowodowane jest to tym iż kierowcy którzy stoją 3 lub dalej nie widzą co sie na skrzyżowaniu dzieje i oni trąbią, bluzgają itp...
 

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
O blogu
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi