< >  wszystkie blogi

Powiało nudą

Od dziś zawsze będę kończył, to co zacz...

Jestem nieczułym na krzywdy innych sk..wi.lem.

18 sierpień 2008 ·

Udało mi się umówić z przyjacielem na piwo. Jako, że było to tuż po pracy, żołądek złapał się kurczowo kręgosłupa i nie chciał puścić. Wszelkie pertraktacje sprowadzały się do tego, żebym się wypchał. A właściwie to wypchał jego. Mimo, że z terrorystami nie powinno się negocjować, ten miał bardzo cennego zakładnika - mnie.


Wybór padł na kebaba. Mimo, że parę lat już się tułam po świecie, nie jadłem a chciałem spróbować. W sumie o gustach się nie dyskutuje, ale spróbowałem i stwierdzam, że pozostanę przy mojej ulubionej "szybkojedzeniowej" formie - knyszy. Pomijam fakt, że zamawia się ją dziesięć razy szybciej... "W bułce czy w tortilli...", "z serem czy bez", "z cebulką", "wewnątrz czy na zewnątrz lokalu", "czy będzie coś do picia", "woli pan kolor niebieski czy zielony", "co jest większe pierwiastek sześcienny z 328509 czy 23 razy 3"...? Przy tym zamówienie knyszy wypada niezwykle blado:

- Poproszę knyszę z warzywami.
- Pięć pięćdziesiąt.

Wracając... Udało się nam przebrnąć przez całą procedurę, nie zabijając przy tym nikogo. Choć w moim przypadku do fizycznej napaści brakowało półtora pytania. Udało się nam także doczekać realizacji zamówienia. A wraz z nim całej masy żebraków wytwarzających niesamowitą ilość "grrrrrruuuuu", które wydawane jednocześnie dość dobrze imitowały zepsuty silnik od Malucha. Tak, jestem nieczułym na krzywdy innych sk..wi.lem, bo biedne ptaszki nie dostały ani okruszyny. W rewanżu, a może w akcie desperacji, po obejrzeniu z parapetu czyjegoś okna, filmu o dzielnych żołnierzach RAFu, jeden z gołębi postanowił się poświęcić i zestrzelić sobą moją głowę. Spudłował. Gruchacze odpuściły.

Przyszła kolej na kolejnych żebraków. Tak, jestem nieczułym na krzywdy innych sk..wi.lem, bo te małe, nie umiejące normalnie chodzić, tylko skaczące gnojki również nic nie dostały. Mimo bardziej zaawansowanej techniki wyłudzania zwanej "ja odwrócę jego uwagę a ty wyrwij ile się da".

Jeśli myślisz, że to koniec żebrania to się mylisz. Bo oto na horyzoncie pojawiła się "zgarbiona babula".

- Poratujcie panowie złotówką, mam dwoje głodnych wnuków, umierającego męża, kotka chorego na klaustrofobię, czyraki na tyłku, walczyłam w Wietnamie o wolną Ukrainę...

Tak na prawdę, to nie powiedziała tego wszystkiego. Równie dobrze mogła w swoją litanię wcisnąć, że uważa nas za głupich nadętych buców. Nie zwrócilibyśmy na to uwagi. Ty zresztą też. Zazwyczaj przestaje się słuchać po chwili, kiedy pada prośba o pieniądze. Ja to wiem, Ty to wiesz a i ona także. Moja uwaga pobiegła w zgoła innym kierunku gdzieś w okolicy wnuków izdawała się świetnie bawić zadając sobie pytanie "jeśli nie jest to kawałek sera, to czym to, do choroby, jest?". O tym, że skończyła, miała być, przynajmniej w założeniu, krępująca chwila ciszy, po której my sięgamy do portfeli i radośnie wręczamy jej po dziesięciozłotowym banknocie.

- Nie. - Tak, jestem nieczułym na krzywdy innych sk..wi.lem.
- Ale panowie, bardzo was proszę. - Zacząłem się zastanawiać, który wyraz z poprzedniego zdania mogła odczytać jako zaproszenie do negocjacji, żeby nie powtórzyć więcej tego błędu.
- Nie! Nie rozumie pani?
- Ale gdybym rezygnowała za każdym razem, to co bym uzbierała? - Nie dawała za wygraną, jednak my uznaliśmy rozmowę za zakończoną.

Tylko czy ona zastanowiła się, ile mi by zostało na życie, gdybym oddawał pieniądze każdemu, kto mnie o nie poprosi? Gdyby tak było to po przejściu przez Rynek byłbym jeszcze winien "zbieraczom" trzysta siedemdziesiąt dwa złote, pięćdziesiąt osiem groszy.

To nie był koniec żebraniny w tamtym dniu, ale możemy na tym poprzestać, bo jak się pewnie domyślasz, nie dałem, bo jestem nieczułym na krzywdy innych sk..wi.lem.

Prawdę mówiąc, skoro doczytałeś aż do tego miejsca, pozwalając by cenne sekundy Twojego życia ześlizgiwały się w otchłań niczego i tam roztrzaskiwały sobie głowy o betonową posadzkę, poświęć ich jeszcze garstkę a wyjaśnię Ci, czemu taki ze mnie d.pek.

Nie jest do końca tak, że nie pomagam tym, którym powodzi się gorzej niż mnie. Rzecz w tym, że większość z tych "potrzebujących” to zwykli naciągacze. Skąd to wiem? Z własnego doświadczenia. Jak ktoś mnie prosi o pieniądze na jedzenie, zazwyczaj proponuję, że pójdziemy do sklepu, kupię chleb/bułki/kiełbasę czy na co tam zbiera i podaruję. Często w podziękowaniu słyszę "Spi.rdalaj”. Czasem jednak słyszę "Dziękuję, bardzo chętnie”. Wprawdzie nie mam gwarancji, że za rogiem nie wyrzuci do kosza, ale nie twierdzę, że ten system jest idealny.

­- Brakuje mi mrmrmrrrmrmrm groszy do biletu do Szczecina. Zgwałcili mnie kosmici i zabrali wszystkie pieniądze. Nie mam jak wrócić do domu. Poratuj pan!
- Nie ma problemu, chodźmy do kasy, dołożę brakującą, wymienioną przed chwilą przez ciebie kwotę.
- Spi.rdalaj ch.ju! - Tak, to autentyczny dialog przeprowadzony przeze mnie.

Możecie nazwać mnie także cudotwórcą. Wprawdzie do samego Jezusa trochę jeszcze mi brakuje, ale już jednego głuchoniemego uzdrowiłem. Przynajmniej połowicznie. Siedziałem w pociągu czekając na odjazd gdy do mojego przedziału wszedł jakiś facet. Bez słowa zostawił na siedzeniu figurkę pieska czy czegoś-tam i kawałek zadrukowanej czy zapisanej kartki, która zaczynała się od "Jestem głuchoniemy” w środku miała "5 złotych” i jeszcze dalej "Dziękuję”. Facet po około trzech minutach powrócił. Spojrzał się po obecnych, czy ktoś nie zdecyduje się pomóc biedakowi, który uczciwie, zamiast kraść, próbuje zarobić ale ponieważ nie zobaczył tłumu ludzi z wyciągniętymi w jego stronę piątakami, uśmiechnął się przyjaźnie, zabrał figurkę, zasunął drzwi i poszedł dalej. Wyjrzałem za nim i w momencie, kiedy był odwrócony plecami jakieś dwa lub trzy przedziały dalej powiedziałem, że zmieniłem zdanie i chętnie kupię to coś dla mojej dziewczyny, że bardzo się ucieszy. Odwrócił się a następnie szybko ponownie się odwrócił, zdawszy sobie sprawę, że dzięki mojemu uzdrowieniu go, czeka go sporo pracy z przerabianiem kartek, skreślając fragment "głucho”. Był tak szczęśliwy, że zapomniał mi podziękować.

Takie sytuacje są dość częste. Kiedyś na mieście przyłapałem łepka, który drugi tydzień, tyle że kilkaset metrów dalej, zbierał dziesięć groszy na bilet do domu. Jacy ludzie są nieczuli. Przez cały tydzień nikt nie dał temu biedakowi jednej dziesiątej złotówki. Jak go o to spytałem, zostałem zbluzgany i prawie się na mnie rzucił. Miał chłopaczyna pecha, bo mam całkiem dobrą pamięć do twarzy, czym rekompensuję sobie fatalną pamięć do imion.

Nie wspominam już o rzeszy biedaków z kartonami po winie Sangria drobno zapisanymi listą chorób trawiących ich trzewia, o których połowie medycyna może dowiedzieć się czytając te wypracowania. Ci ludzie to mistrzowie psychomanipulacji. Świetnie zdają sobie sprawę z faktu, że jak się zatrzymasz i zaczniesz czytać, to łapią Cię na regułę zaangażowania i konsekwencji.

Kiedyś, dawałem się złapać na uczciwość. "Mam kaca, zbieram na piwo” sprawiało, że czasem moja ręka sięgała do kieszeni. Dziś odpowiadam tylko, że trzeba było tyle nie pić albo zostawić sobie trochę na tę szczególną okazję, kiedy zauważasz, że osiem metrów dalej mrówki urządziły sobie karnawał i właśnie odbywa się główna parada i strasznie tupią.

No dobrze - powiesz. - A co z biednymi ptaszkami? - A no nic. Przecież mówiłem, że jestem nieczułym na krzywdy innych sk..wi.lem.

 

1 komentarz
zaganiacz
zaganiacz -   |  3 lata i 9 miesięcy temu  |  
i słusznie. witaj w klubie. przestało na mnie robić wrażenie wszelkie żebractwo. jedyny wyjątek dla rzucenia jakiejś kasy robię dla ludzi, którzy na czymś grają, bo mam nieodpartą słabośc do muzyki. muzyki, a nie rzępolenia oczywiście;) ale nawet w tym robię wyjątek i pomijam małe cyganiątka grające w tramwajach na akordeonie, bo widząc je, mam świadomość, ze wysłał je tam jakiś sporo większy leniwy, nieskażony pracą sk****iel, a one tej kasy co zbiorą nawet nie powąchają.
biorąc pod uwagę sytuacje w kraju, każdy, komu tuylko będzie się chciało może znależć pracę, za którą się utrzyma. choćby przy rozdawaniu ulotek. a jesli ktoś woli sobie przepijać życie i ma tylko postawe roszczeniową, to jak dla mnie może sobie zdychać i telepac się w delirce. bylebym za długo nie musiał utrzymywac go w szpitalu...chyba obaj jestesmy sk****iele...;)
 

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
O blogu
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi