Jestem dość nietypowym Polakiem. Jak powszechnie wiadomo, każdy Polak doskonale zna się na polityce, telewizji i piłce. A zwłaszcza jak zaliczy szklankę wódki. Możesz nazwać mnie ignorantem, zacofańcem albo idiotą, ale w żadnym z tych zagadnień nie czuję się zbyt mocny. O polityce nie mam bladego pojęcia, telewizor w domu... No cóż... Mam i na tym moja zażyłość z tym urządzeniem, z grubsza, się kończy a w piłkę to ja wolę grać niż patrzeć jak dwudziestu dwóch nieznanych mi ludzi biega za czarno-białym punktem.
Jeśli chodzi o piłkę, to nie jest mi zupełnie obojętne, że "nasi" wygrywają, czy wracają do domu z podkulonymi ogonami, ale fascynacja to słowo, które nawet nigdy nie stało w tej samej kolejce co ja, jeśli chodzi o futbol.
Telewizja to temat raczej na osobny wpis. Ogólnie to znam przyjemniejsze zajęcia, które również potrafią zrobić papkę z mózgu. Nie potrzebuję do tego siedzieć przed kawałkiem świecącej szyby i oglądać przez nią "harce z gwiazdami".
Co do polityki, to przyznam się szczerze, że moje zainteresowanie nią spadło mniej więcej w okolicach pierwszego kwietnia bieżącego roku, do poziomu Żuław Wiślanych, w najniższym ich punkcie. Nawet nie jestem pewien, kto jest obecnie prezydentem. Niektórzy uważają, że jestem z tego powodu bardzo szczęśliwym człowiekiem. Nie wiem, może. Temat mojego zadowolenia z tego tytułu może również odłożę na inny wpis.
Faktem jest, że bredzenie na tym "blogu"
*, wbrew moim oczekiwaniom i zdrowemu rozsądkowi, zyskuje powoli większą popularność niż paczka żyletek wśród subkultury emo. Faktem też jest, że w ciągu dwóch dni "blog" odwiedziło więcej osób niż moją stronę w ciągu przeciętnego miesiąca. A strona nie jest taka najgorsza.
Jak już napisałem, na polityce zupełnie się nie znam, ale nie oznacza to, że jest mi obojętne, czy pieniądze, które siłą państwo mi wyszarpuje z kieszeni, są dobrze czy źle zagospodarowywane. Jednym ze sposobów
marnowania** wydawania pieniędzy są diety, szczuplutkie jak golonka w staropolskiej karczmie, panów
osłów** posłów. Do tej grupy społecznej odczuwam szczególne obrzydzenie i niechęć (choć zupełnie nie wiem, dlaczemu).
Ponieważ polityka to nie jest mój konik, mogę się mylić, ale wydaje mi się że godzina 13. to powinna być godzina ich ciężkiej i wytężonej pracy, by mogli sobie zasłużyć na tę cieniutką kromeczkę chleba skromnie posmarowanej smalczykiem. Jednak jak się okazuje ten "blog" cieszy się również popularnością wśród ludzi związanych zawodowo z
oszustwem** polityką, ponieważ 08-10-2008 o godzinie 13:21 zanotowałem wejście z adresu IP należącego do Kancelarii Sejmu. Zapewne bezpodstawnie rzucam oskarżenie na
o3.14erdalających** ciężko i uczciwie pracujących polityków i to zapewne pan Mietek w przerwie pomiędzy pozamiataniem jednej a drugiej klatki schodowej zajrzał na "bloga", by się rozerwać. Jeśli tak, to bardzo przepraszam. Bo do głowy mi nawet nie przyszło, że sprawdzają, czy mój "blog" jest poprawny politycznie.
A może osoba z Kancelarii Sejmu zostawi swój ślad w postaci komentarza, hmm? Byłbym przeszczęśliwy.
W następnej notce dam znać, czy Kancelaria Sejmu RP ponownie zaszczyciła mojego "bloga" odwiedzinami. Chyba, że wcześniej zapukają do wrót mojego domostwa smutni panowie z CBŚ.
Dobrze, kończę wpis, bo ktoś strasznie natarczywie
wali** puka do drzwi.
- Już idę, już id... Ała, ała, ała! Proszę mnie puścić, noooo... Panowie, ale to jest jakaś pomyłka!
* Jakoś odczuwam wewnętrzny niepokój i obawę przed nieużyciem cudzysłowia na zewnątrz wyrazu "blog" w kontekscie tego, co teraz czytasz. Czułbym się tak, jakbym nazwał "Fakt" gazetą albo polityka uczciwym człowiekiem.
** Strasznie mi się klawiatura coś dzisiaj tnie. Stąd te literówki, za które gorąco przepraszam.
Bez urazy, ale naprawdę Twoje oburzenie jest skierowane do niewłaściwej instytucji.
Dziękuję za uwagę.
Moje IP : **.77.1**.***
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą