< >  wszystkie blogi

Powiało nudą

Od dziś zawsze będę kończył, to co zacz...

Frejr. Świąt nie było.

28 grudzień 2008 ·
Jest trzeci listopada 2008r. Niczego nie spodziewający się Frejr wchodzi do sklepu spożywczego. W drzwiach natrafia na sporych rozmiarów kobietę. Zdrowy rozsądek nakazuje mu się cofnąć. Frejr rzadko słucha głosu zdrowego rozsądku, ale tym razem zdrowy rozsądek został poparty psikusem norm budowlanych dotyczącym szerokości drzwi. Okazały się zbyt wąskie. Frejr skapitulował i wypuścił kobietę.

Chwilę później, po upewnieniu się, że może bez przeszkód zainstalować się w spożywczaku, Frejr dziarsko wkroczył do środka. Gdy Frejr dotarł do kasy został zaatakowany... Ale nie uprzedzajmy faktów.

Świąteczna ozdoba, przypominająca o tym, że już za niecałe 51 dni świat będzie się cieszył z prezentów pod choinką, zaatakowała tuż przy kasie. Zastanawiałem się, czy to przypadek czy też silne uderzenie w głowę, przez spadającą z wyższej półki, świąteczną butelkę koka-koli  skłoniły właściciela sklepiku do robienia z siebie i klientów idiotów, czy to może jakaś zorganizowana akcja. Akcja była zorganizowana. Kilka dni później jedna z wrocławskich galerii zmieniła się w pas startowy dla samolotów mrugając światłami do przelatujących boeingów.

Trudno mi powiedzieć, jak wszystkie pasaże i galerie oraz super i hipermarkety wyglądały w środku, gdyż z uporem głupca staram się ich unikać jak ognia, ale póty dzban wodę nosi, póki ponieśli i wilka. Przyszedł czas, kiedy chcąc nie chcąc musiałem tam się wtarabanić. Ale o tym ciut później. Niewiele po wspomnianym trzecim listopada, radiostacje rozpoczęły katowanie moich uszu całą garstką piosenek, do których dodano dźwięk dzwoneczków, by były świąteczne. Od zeszłego roku repertuar się nie zmienił zbytnio. Jedyna zmiana to taka, że tego roku atakowanie ludzi świątecznym nastrojem rozpoczęło się może trochę wcześniej. To była zła wiadomość. Dobra jest taka, że wciąż granicą dobrego smaku jest dzień zaduszny, przed którym jeszcze nie udało mi się zobaczyć choinki ani usłyszeć kolęd.

[Tryb wzmożonego marudzenia włączony]
Panie, za komuny to było lepiej. Czekało się na te święta, bo zawsze na kilka dni wcześniej pojawiał się w domu świąteczny nastrój, w Wigilię wyciągało się z piwnicy/strychu paskudny, powyginany, pomalowany na zielono drut i sprawiano, by przy pewnej solidnej porcji wyobraźni zaczął przypominać choinkę. Oczy karpia tak smutno spozierające z wody w wannie na trzymany w ręku tasak na stole zmieniały się w takie radosne i błyszczące. Mandarynki znajdowane pod choinką sprawiały, że dzieciaki, w tym ja, z radości sikały w majciochy powodując tym samym ogólną konsternację. Na co zostało to wszystko zamienione? Na święta rozpoczynające się się w okolicach piątego listopada, kolędy sączące się z głośników na miesiąc przed wigilią. Na bożonarodzeniowe choinki przepięknie przystrojone w galeriach handlowych w połowie jedenastego miesiąca roku. Na prezenty, których wartość nie ocenia się przez pryzmat tego ile serca włożył ktoś, byśmy mogli uchachać swoje ponure twarze ale przez metki, ceny na paragonach oraz czy z przodu nazwy prezentu jest litera "i". Nawet karpia na stole przestaje cieszyć, że na stole spotyka swojego kumpla znad morza i wciąż spogląda na nas tymi swoimi smutnymi oczami.
[Tryb wzmożonego marudzenia wyłączony]

Jeśli miałbym być szczery i mógłbym wyrazić swoje zdanie, to coraz częściej wydaje mi się, że Boże Narodzenie staje się coraz bardziej czymś co trzeba zwyczajnie przeczekać. Radość ze Świąt ustąpiła miejsce nerwowej przedświątecznej atmosferze, że to i tamto jeszcze nie zrobione, że łazienka jeszcze nie posprzątana, że nie ma prezentów...

Co do samych prezentów, i do obietnicy z początku wpisu: Jeśli chodzi o wymyślenie co komu, żeby sprawiło choć minimalną radość, to jestem całkowitym beztalenciem. Do tego stopnia, że nie jestem w stanie wymyślić, co mógłbym dać sobie na Gwiazdkę. Cóż, presja społeczna i poczucie winy, że pewnie ja coś dostanę a ja nic nikomu nie dam wygrały. Przyszedł czas na kopnięcie się do jakichś znienawidzonych galerii albo inszych wielkich sklepów, bo prawdopodobieństwo dostania czegoś jest tam większe. Milczeniem pominę fakt, że próba robienia zakupów na prezenty pod choinkę na kilka dni przed Gwiazdką to pomysł niezwykle... Głupi. Skoro jednak było się na tyle lekkomyślnym, żeby tę przyjemność zostawić sobie na ostatnią chwilę, to trzeba wypić to wyjątkowo kwaśne piwo. Pierwszy dzień polowań zakończył się, jak się można było spodziewać, fiaskiem. Bardzo lubię kolędy, ale jak setny raz w ciągu miesiąca słyszę najpiękniejszą polską kolędę "Jingle bells", "Last christmas" grupy Wham czy "Ten zimowy czas" śpiewany przez Roan, to wzbiera we mnie uczucie, które można jedynie przyrównać do momentu, w jakim czuje się ktoś, kto wypił "o jednego za dużo" i w jego oczach maluje się pytanie "Widział ktoś gdzieś toaletę? Miskę? To może choć wazon na kwiaty?" A w oczach właściciela apartamentu można przeczytać "cholera, dlaczego nie cierpię ciętych kwiatów? Miałbym przynajmniej wazonik...". Po dziesięciu minutach byłem wdzięczny firmie Apple za stworzenie urządzenia, którego celem jest psucie mi słuchu. Dziesięć minut później zaczęły mnie irytować wszechobecne, mniej lub bardziej urodziwe dziewczęta w białych habitach z kartonem na plecach do którego poprzyklejane zostały mniej jadalne części gęsi. Po kolejnych dziesięciu, zrozumiałem, dlaczego nikt nie chce mi dać pozwolenia na broń.

Kolejne centrum handlowe zostało przeze mnie przywitane już z zagłuszaczem na uszach, co pozwoliło mi na nieco spokojniejsze podejście do sytuacji. Niestety ciśnienie podniosły mi osoby na ruchomych schodach. Ja rozumiem, że zostało to wynalezione dla ludzkiej wygody. Kapuję, że nie każdy może/chce używać mięśni aby dostać się kilka metrów wyżej. Zrozumiałym też dla mnie jest, że można się nie spieszyć i spokojnie czekać aż maszyna wtacha nas na to wyższe piętro. Nie mogę jednak zrozumieć, dlaczego niektórzy są tak durnowaci, że we dwie lub trzy osoby a czasem nawet w pojedynkę(sic!) potrafią zająć całą szerokość schodów zagradzając je swoim cielskiem. Nie lubię wozić tyłka na ruchomych schodach. To jest mój punkt widzenia. Szanuję też wybór innych, jeśli lubią takie przejażdżki. Ale czy to tak ciężko zająć połowę albo nawet dwie trzecie szerokości schodów zostawiając z lewej strony miejsce dla tych co się spieszą/nie lubią gdy się ich traktuje jak kalekę? Głosy oburzenia, że mogłem sobie wybrać zwykłe schody zamiast marudzić, proszę zachować dla siebie. W tym przypadku nie mogłem, bo nie było takich. Zwykle wybieram.

To było tyle jeśli chodzi o mój świąteczny nastrój tamtego dnia. Ponieważ wpis się rozciągnął daruję sobie opis tandetnego świątecznego wystroju sklepów mających jedynie na celu jeszcze większe podkręcenie sprzedaży. Kończąc, pochwalę się, że jednak prezenty udało mi się kupić następnego dnia mając, niemal namacalny, nóż na gardle. Święta przeżyłem nie przeturlowując się z pokoju do pokoju z powodu przeżarcia.

Na sam koniec szanując Twój czas, który poświęcił(e/a)ś na przeczytanie tego i jednocześnie nie chcąc przedłużać proponuję Ci przesłuchanie czegoś, co sprawiło, że przestałem myśleć, że ze mną jest coś nie tak, że nie rajcują mnie święta w obecnej formie i że uważam je za rewelacyjną szopkę. Wiem, że jest nas przynajmniej dwóch.

www.youtube.com/watch
 

Skomentuj

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
O blogu
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi