Mieszkanie na przedmieściach ma wiele zalet.
- Mieszkasz jeszcze w mieście.
- Względna cisza i względny spokój.
- Mniej betonu, więcej zieleni.
- Więcej miejsc, gdzie, blisko domu, można pójść na spacer.
- Trochę więcej okazji, aby dowiedzieć się, jakie marki napoi, papierosów i prezerwatyw preferuje społeczeństwo.
Mam to szczęście, że nie mieszkam w centrum betonowej dżungli, gdzie poziom ołowiu jest tak wielki, że aby kogoś zastrzelić, wystarczyłoby wziąć balon, nadmuchać go i rzucić w kierunku ofiary. W prawdzie wrony zawracają dwa kilometry wcześniej, ale stanowczo dementuję pogłoski, jakoby zwijali nam na noc asfat. W sumie cieszę się z tego stanu rzeczy, mimo iż "do miasta" mam trochę dalej. W sumie ten stan rzeczy, nawet mi odpowiada.
Zrobiło się wiosennie, ciepło to i spaceru mi się zachciało. Właściwie to mojej flaszce się zachciało, a ja powinienem się dostosować. W sumie to nie uważałem tego za strasznie zły pomysł. Do czasu.
Podczas spaceru spostrzegłem kilka ciekawych rzeczy.
- Puste, dwu litrowe, butelki ważą mniej, niż kiedy są wypełnione napojem. Ludzie są skłonni taszczyć ze sobą dwu kilogramową, nieporęczną butelkę dowolnego napoju lecz w momencie, gdy butelka jest opróżniona i umożliwia "kompresję", zaczyna strasznie ciążyć w ręce/torbie/samochodzie.
- Dowiedziałem się, że papierosy typu light, w opinii społeczeństwa, są mniej szkodliwe albo tańsze niż tradycyjne.
- Tanie prezerwatywy (~3 złote/3 sztuki) stanowią lepsze zabezpieczenie niż markowe (~3 złote/sztukę). Może to kwestia marketingu i wypiętej na opakowaniu plastikowej lalki. Natomiast sądząc po okolicy, albo numerek musiał być niezwykle szybki, albo dość ruchliwa ulica kogoś niezwykle kręci.
- Pizza Hut wciąż sprzedaje pizze na wynos.
- Tanie wina w szklanych butelkach, wciąż są całkiem wysoko na liście żabkowych hitów.
Pewnie, gdyby spacer był dłuższy, udałoby mi się zdobyć pełniejszy obraz społeczeństwa. Zaczęło mnie zastanawiać jednak, jak paskudnie muszą wyglądać mieszkania tych wszystkich ludzi, którzy postanowili pokazać przyrodzie, kto tu rządzi. Ciekaw jestem, czy w swoim domu, jak taka osoba wypije sok, to też trzepnie pusty kartonik za ramię? Czy po wypaleniu papierosa gasi peta na dywanie, a gdy wyciągnie ostatniego z paczki, ta ląduje za wersalką? Czy zużyte ogumienie także ląduje na żyrandolu, po skończonym fiku-miku?
Jeśli czytasz wrocławską prasę, to mogłeś Czytelniku zwrócić uwagę na niedawne artykuły w portalu pewnej gazety, które strasznie krytykowały władze miasta, że w mieście jest brudno. Artykuły w formie listów pisali głównie czytelnicy. Jeśli mieszkasz gdzie indziej, to pewnie też znalazłby się powód, by się do czegoś w tej materii przyczepić. Zgadzam się z nimi, ale to my jesteśmy temu winni. Nawet, jeśli powiesz, że przecież jesteś fair, bo wyrzucasz śmieci do kosza, to zastanów się czy, kiedy widzisz, że ktoś śmieci, masz odwagę choć zwrócić uwagę, czy może podziwiasz wówczas piękno przyrody po drugiej stronie ulicy? Sam sobie również mogę zarzucić częsty brak reakcji, choć nie wyobrażam sobie wywalić choćby chusteczki do nosa, którą deszcz i pozostałe siły natury rozłożyłby pewnie w ciągu kilku dni.
Mimo że staram się być spokojny, bywają sytuacje, w których moja cierpliwość pęka, niczym zbyt mocno naciągnięta gumka od majtek. Kilka lat temu, idąc ulicą, zauważyłem, że jakiś facet idący przede mną, wywalił na ziemię papierek. Niby nic strasznego. Codziennie taka sytuacja ma miejsce tysiące razy. Tym razem nie wytrzymałem. Podniosłem, podbiegłem i ze szczerym uśmiechem idioty wręczyłem śmiecia facetowi.
- Wypadło panu.
- Nie, to nie moje.
- Ależ na pewno pańskie. Szedłem z tyłu i widziałem, jak wypada panu z ręki.
- ...
Dawno nie byłem świadkiem tak zakłopotanej miny. Gość był speszony jak nastolatek przyłapany na masturbacji. Podziękował i szybko się zmył. Nie często jest się strofowanym przez dużo młodszego od siebie. Pewnie miałem też trochę szczęścia. Mogłem trafić na awanturnika i może nawet oberwać. Ale jestem pewien, że tę lekcję gość zapamiętał na trochę.
Następnym razem, zanim na przykład zgasisz papierosa na chodniku, najdzie Cię ochota wyrzucenia chusteczki czy malutkiego papierka na ulicę, zastanów się, czy zrobiłbyś to samo w swoim domu, w domu rodziców, dziadków czy najlepszego przyjaciela. Jeśli odpowiedz będzie twierdząca, śmiało wyrzucaj. I tak masz już opinię flejtucha, który powinien mieszkać i pewnie mieszka w chlewie.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą