A myślałem, że ciężko mnie zaskoczyć ludzką głupotą. Czasem jednak niektórym się udaje. Dorwałem kilka dni temu
artykuł, w którym dziennikarki opowiedziały o otwarciu kawiarni w Warszawie. Pierwszej kawiarni w Polsce tej sieci (druga znajduje się w moim mieście, ale o tym już nie wspomniano). Oprócz tej informacji pojawiło się kilka wypowiedzi młodych ludzi.
Przyzwyczaiłem się już do widoku wytapetowanych, spalonych, jak grzanka, zbyt długo trzymana w opiekaczu, kobiet z długimi plastikowymi pazurami, z włosami koloru... Białego, bo tak jest modnie i "lansiarsko". Przy lekkiej gimnastyce umysłu, jestem w stanie pojąć, że pokazywanie się z urządzeniem "Ajpla
*", które potrafi zrobić wiele, ale nie potrafi odebrać ani wysłać MMSa, czy najnowszy model telefonu komórkowego, może niektórym zaimponować. Wyrywanie "lasek" na dwudziestoparoletnie BMW, ledwo bo ledwo, ale wciąż mieści mi się w głowie. Ale szpanowanie kubkiem kawy?
Drogie dzieci, bo jak się zorientowałem, głównie wy się tak "lansujecie" (nie licząc studentów, którzy poziomem umysłowym musieli chyba utkwić gdzieś pomiędzy gimnazjum a szkołą średnią), czy wam kompletnie już odpierniczyło? Czy to może być prawda, że wypowiadając słowa "piłem kawę" można komuś zaimponować? Jakiej, cholera, "elity", o której mowa w artykule. Przecież do tej kawiarni może wejść każdy, kto ma tych kilka złotych na kawę. Myślę, że gdybym tam wszedł w podartych, brudnych łachmanach, rzucił "dychu" na ladę i poprosił o kawę, również dołączyłbym do tej "elity".
No właśnie. Jak się zorientowałem, kawa w tej sieci kosztuje około 10 złotych. Czasem zastanawiam się, co sprawia, że kawa za dychę jest lepsza od tej za 1,5 złotego z automatu? Przyznam się, że próbowałem i tej, i tej, i prócz pewnych, raczej niekwestionowanych, walorów smakowych, które jak dla mnie nie są warte aż 7,5 złotego, nie zauważam większej różnicy. Może to kwestia atmosfery, panującej w kawiarniach, gdzie można, zaprosić płeć przeciwną czy nawet tę samą (w zależności od potrzeb i upodobań), i w spokoju, z dala od zgiełku, spokojnie porozmawiać. Wszystko fajnie, ale ta cała "lansiarska" kawiarnia bardziej mi przypomina restauracje typu
fast food niż cichą spokojną kawiarnię. Czy przyszło Ci kiedyś do głowy zabrać dziewczynę na randkę do Mak Donalda
*? Mnie nie.
Rzeczony Mak Donald, jak wspomina artykuł, kiedyś także był środkiem pozwalającym się wylansować. Nie dziwi mnie to specjalnie, biorąc pod uwagę, że to było coś zachodniego, niedostępnego w postkomunistycznej Polsce i każdy chciał poczuć kulturę zachodu. Jednak wydawało mi się, że ten szał na zachód już minął. Na każdym kroku mamy sieci zachodnich
fast foodów, zagraniczne samochody i inne dobra, które przyjechały do nas z dalekiej Ameryki. Jednak czy przychodzi dziś do głowy komukolwiek obnoszenie się bułką z kotletem, kawałkiem sałaty i żółtego sera, żeby komuś zaimponować? Czy pojawianie się z papierowym kubełkiem, z charakterystycznym logiem rzeźnika, na czerwonym tle, który właśnie zarżnął kurczaka, którego Ty przed chwilą ze smakiem wpałaszowałeś, robi jeszcze na kimś wrażenie? Prócz obrońców tych kurczaczków, rzecz jasna. Mnie trudno by było w to uwierzyć. Czemu zatem pojawienie się z kubkiem kawy ma być oznaką bycia elitarnym? Ciężko mi to pojąć.
We Wrocławiu również została otwarta kawiarnia tej sieci, a jakoś nie czuję parcia, żeby wstawać godzinę wcześniej, wysiąść z autobusu i dołączyć do elity, pijącej kawę z kubka, z zielonym logo. Wracając do domu, również nie bardzo chce mi się opóźniać godzinę powrotu.
Może i jestem dziwny, ale mimo że kawałkiem swojego dzieciństwa zahaczyłem o czasy, kiedy te wszystkie dobra konsumpcyjne zachodu były niedostępne i dopiero się pojawiały w Polsce, ale jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do takiego "lansowania" się. Mak Donalda odwiedziłem w życiu raz. Dla towarzystwa. Ale to może temat na osobny wpis.
Wciąż ciężko mi uwierzyć w aż tak wielką ludzką głupotę, jaką rysuje artykuł o "lansowaniu się z kubkiem kawy". Jedyne co mi przychodzi do głowy to to, że artykuł jest albo prowokacją, albo jest sponsorowany, by rozreklamować sieć tych kawiarni, w myśl zasady "nie ważne jak, byle z nazwiskiem". Ludzie nie mogą być AŻ TAK głupi... Chociaż...
* Nie podaję żadnych linków, ani prawidłowych nazw, żeby nie robić reklamy, bo... Nikt mi za nią nie zapłacił.
Aha, ten artykuł o SB - niezłą kampanię sobie wymyślili, nie? Przecież to nakręcone bardziej, niż te kolejki po iPhone'a w Plusie (czy gdzie to było):)
Może niektórzy licealiści też....
Ale student powinien mieć COŚ między uszami. Jeśli nie mózg to chociaż troche galaretki, albo amebę!!
Nie pojmuję tępoty tych ludzi.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą