< >  wszystkie blogi

Powiało nudą

Od dziś zawsze będę kończył, to co zacz...

Frytka

19 czerwiec 2010 ·
No, cóż. Trochę mi się zaniedbało to miejsce. A to dlatemu, że tak na prawdę nie
działo się nic szczególnie ciekawego, czym chciałbym się podzielić. O samolotach
ani rozpychaniu się, by mieć jak najwięcej koryta tylko dla siebie, pisać nie
zamierzam, bo w tych kwestiach zostało już powiedziane znacznie więcej niż
potrzeba. O życiu prywatnym w założeniu nie zamierzałem pisać, bo kogo to
interesuje prócz mnie? Jednym słowem można powiedzieć, że powiało nudą. Aż do
niedawna. Miałem tę wątpliwą przyjemność prosić o pomoc, w stosunkowo niedługim
okresie czasu, dwa z trzech numerów alarmowych.

Żeby nie trzymać w niepewności tych, którzy weszli tu zachęceni wstępem, że
będzie coś o seksie analnym z policją, powiem że nic z tego. Ani na 100% ani
nawet na 10%. To jest akurat ten trzeci numer, który powinien znać każdy Polak.

Oczywiście, że każdy powinien wiedzieć, że chcąc się dodzwonić na pogotowie,
należy wybrać 998... A może 997... 996? A może 999? Cholera, a od czego jest
112? A no od tego, by być zajętym. Tak więc około miesiąc temu potrzebowałem
wezwać karetkę. Zadanie proste: wyciągasz telefon, wybierasz odpowiedni numer
(od pewnego czasu 112) i mówisz, co ci leży na wątrobie. No i super, tylko mam
to szczęście, że zawsze jest zajęty. Ale co tam, Frejr nie zraża się takimi
pierdołami. Już za drugim razem udało mi się trafić (999).

Cofnijmy się jakieś 10 minut w czasie. To jedyna niepowtarzalna okazja, by
odbyć taką podróż, więc korzystajcie do woli.

Ponieważ Frejr jest tak wychowany, żeby gdy coś się dzieje, wściubić swój nos,
zamiast odwrócić głowę i udać, że to nie jego sprawa, tak było i tym razem.

Wiele razy "dostało mi się" po głowie, od narzeczonej, za mieszanie się w
nieswoje sprawy. "Chodź, to nie twoja sprawa, nich kto inny...". No właśnie
Frejr zawsze musi być tym kimś innym, ponieważ wie, że istnieje coś takiego jak
odpowiedzialność rozmyta. Z resztą w sumie wie na co się decyduje, a w razie
czego ma jeszcze trochę czasu, żeby się rozmyślić, albo pogodzić się z myślą,
że w pewnych kwestiach (prawie wszystkich) jestem niereformowalny. Wygląda na
to, że wybiera bramkę numer dwa.

Nie chcę się za bardzo wdawać w szczegóły, żeby nie przeciągać. Krótko,
wezwałem karetkę do starszej dość mocno krwawiącej kobiety. Krwotoku nie szło
zatamować samodzielnie. Więc zostało wezwane pogotowie.

Podobała się podróż w czasie? To zróbmy TO jeszcze raz. Tym razem przenieśmy
się w przyszłość. Jakieś trzy kwadranse. Przy pomocy przypadkowej
"przechodnini" udało się odnaleźć córkę starszej pani, a krwotok niemal ustał.
Córka wzięła swój samochód i sama zawiozła mamę na pogotowie. Analizując z
perspektywy czasu, stwierdzam, że popełniłem ogromny błąd, mówiąc przy
zgłoszeniu, że chodzi o starszą kobietę. Nie chcę zakładać złej woli, ale jakoś
dziwnie nasuwa mi się tok myślenia pani dyżurującej: "po kij się spieszyć, jak
się wykrwawi, to same korzyści: nie będzie zawracać tyłka NFZtowi, bo jak
starsza, to pewnie co rusz siedzi w przychodni, ZUS bankrutuje, więc jedna
osoba mniej do wypłaty świadczeń. A i na benzynie się zaoszczędzi". Przy moim
następnym zgłoszeniu osobą poszkodowaną będzie "około trzydziestoletnia kobieta
w ciąży bliźniaczej albo spodziewająca się trojaczków". Może przyjadą szybciej.
Dodam, że nie była to sobota, a pani przy telefonie oznajmiła przy odwoływaniu
zgłoszenia, że mają jedną (sic!) karetkę na ponad półmilionowe miasto. Ja mam
nadzieję, że to taki żart.

Moja druga przygoda z wybieraniem numeru alarmowego miała miejsce tuż przed
rozpoczęciem pisania tego tekstu. Frejr zszedł na chwilę do piwnicy.

- Oho! To będzie dobrze wypieczony placek - pomyślał. Na korytarzu pachniało
  przypalonym ciastem.

Frejr zaniósł co miał zanieść, wziął co miał wziąć, wrócił do mieszkania,
zrobił zdjęcie do swojego projektu i włączył komputer w celu czysto
rozrywkowym.

Tuż przed północą jakiś ch... olerny człowiek postanowił skorzystać z domofonu.
Czemu tego diabelstwa nie da się przyciszyć? Frejr już został podminowany, że
ktoś zmusza mnie do podniesienia jego leniwego tyłka.

- Ta? - ton sugerował, jeśli nie wszystko, to na pewno bardzo dużo. Frejr miał
  nadzieję, ze to ulotkarz i tym razem zrobi wyjątek, wpuści go na klatkę, a
następnie kopnie w tyłek, żeby spadł ze schodów. Nic z tego.
- Pali się się w jednym z mieszkań u was na klatce.
- ...

Rzadko mi się zdarza, żeby jeden akson tak szybko i mocno kopnął w drugą, i to
tę właściwą, synapsę, żeby aż tamta się odwróciła. Przypalone ciasto, co...?

Dość szybko zlokalizowałem mieszkanie, po upewnieniu się, że faktycznie dzieje
się coś niedobrego, rozdysponowałem zadania: ty dzwonisz po straż, ty masz
numer telefonu właściciela mieszkania więc dzwoń do niego, a my tłuczemy w
drzwi licząc, że może jednak jest ktoś w środku i jeśli np. śpi, to się go
obudzi. W międzyczasie zastanawiałem się jak wyważyć drzwi, które otwierają się
na zewnątrz. Przyznam, że pomysłów miałem mało. Większość wymagała czasu,
którego trochę brakowało.

Osoba, której zleciłem dzwonienie do właściciela dodzwoniła się i okazało się,
że sąsiad robił sobie frytki i mu się przysnęło, co oznajmił po samodzielnym
ugaszeniu kuchni i otworzeniu drzwi. Teraz na spokojnie wspominając zajście
mogę powiedzieć, że głowa, mimo zapalonego światła w przedpokoju wynurzająca
się z czarnego jak smoła dymu wyglądała cokolwiek zabawnie. Wtedy nie bardzo.

Straż została odwołana. Dowiedziałem się jednak ciekawej rzeczy, że mimo
odwołania i tak przyjeżdżają. Całkiem to rozsądne. Przyjechali po pół godzinie
od wezwania i odwołania alarmu. Trochę ten rozsądek szlag trafił, bo gdyby
faktycznie okazało się, że sytuacja nie została opanowana choć tak się
wydawało, to trochę długo.  Drugi wniosek, który wyciągnąłem, to taki, że
służby ratownicze powinny być wyposażone w odbiorniki GPS z dobrymi, aktualnymi
mapami, uwzględniającymi aktualnie nieprzejezdne ulice. Straż mimo posiadania
adresu, podjechała od tyłka strony i w dodatku nie mogła trafić pod właściwy
adres.  Gdyby okazało się, że ich pomoc jest niezbędna, straciliby około
dziesięciu minut na objechanie osiedla i przeciśnięcie się przez wąskie uliczki
olbrzymim wozem. A wystarczyła by inwestycja w 2-3 odbiorniki GPS per jednostka
i abonament na mapy.  Pewnie nawet udałoby się zawrzeć jakąś korzystną umowę.

Podsumowując ten, już tradycyjnie przydługi wpis, kiedy coś się dzieje, nie
wahaj się zadzwonić po odpowiednie służby, nawet, jeśli jest trzydzieści innych
osób.  Doświadczenie nauczyło mnie, że często spośród tej trzydziestki, ja jako
pierwszy dzwonię po pomoc, nawet jeśli zajście trwa już jakiś czas. Mając na
uwadze problemy strażaków z trafieniem, dzwoniąc po pomoc podaj dokładną
lokalizację miejsca. Nie ograniczaj się tylko do podania adresu. Jeśli wiesz
jak najszybciej dojechać, podaj też i te informacje. Czasem te kilka minut
kluczenia karetki, straży, czy policji może kosztować kogoś życie. I dla
własnego zdrowia psychicznego, zapomnij o 112. To zwyczajny niewypał. Sorry, to
nie bangla i już.  Naucz się numerów, które funkcjonowały odkąd pamiętam, a o
których z wygody zapomniałem.
 

Skomentuj

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
O blogu
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi