Piątek, to byłam zmęczona. Do tego siakaś przeziębiona jestem, to się położyć chciałam. Ściągam spodnie, bo "gdzieee w spodniach do łóżka".
To działo się tak szybko. Zobaczyłam czarną plamę... "klapek" - pomyślałam. Ale zaraz zaraz... piszczące klapki miałam kilkanaście lat temu... o Boże, to Świnek!
Już myślałam, że go zabiłam, lecz pobiegł szybko do klatki, co rozwiało moje wszelkie wątpliwości. Niczym w tańcu godowym, pokręcił trochę pupką. Na nogawce widniało cienkie pasmo sierści. Biedny Punk... "Honej, a jakbyśmy mieli dziecko i bym je zdeptała? Przecie dzieci nie mają włosów! ;(" "Świnek się nie rusza, chyba zdechł... [pauza] buehehehehe"
Punk był wystraszony oraz nie rozmawiał ze mną przez jakiś czas. Nie dziwię mu się, sama przestałam ze sobą rozmawiać.
Na pocieszenie dostał dużo zielonej herbaty do picia - niech sobie golnie, w końcu weekend jest ;).
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą