< >  wszystkie blogi

Iskierkowo

czyli mój fotoblog podróżniczy...

Tuning po polsku

13 listopad 2008 ·
O rzeczywistych osiągach nowego Iskierkowozu nie można nic konkretnego powiedzieć, ale prawdopodobne jest 3,5 sekundy do setki i 325 km/h - prędkość maksymalna...





Nadwozie wygląda bardzo ładnie i jest wykonane z włókna węglowego. Panele karoserii są przymocowane do ramy przestrzennej zrobionej ze stopu chromowo-molibdenowego, całość stoi na pięknych 20 calowych kołach za którymi chowają się 12 calowe tarcze hamulcowe.

Pod maską kryje się 3,5-litrowy motor V6. Podstawowa wersja Iskierkowozu będzie dysponowała mocą około 450 KM. Główną atrakcją tego całego zestawu jest system wtrysku wodoru (HFI), Iskierkowóz posiada własną wytwornicę wodoru z wody na drodze elektrolizy. Wodór uzyskany z tej instalacji jest następnie podawany do układu dolotowego, gdzie miesza się z benzyną w stosunku około 30-40%. 

Produkcja ma wystartować na początku przyszłego roku, w ciągu roku ma powstać 200 egzemplarzy. Wersja podstawowa będzie kosztować 150 tysięcy dolarów, ale kto by się przejmował takimi drobnostkami.

 

4 komentarze
iskierka
Iskierka -   |  3 lata i 6 miesięcy temu  |  
zdecydowanie:C
 
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
panq -   |  3 lata i 6 miesięcy temu  |  
to pełny odlot :D:D:D
 
iskierka
Iskierka -   |  3 lata i 6 miesięcy temu  |  
zdecydowanie ten z prawej:C
 
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
panq -   |  3 lata i 6 miesięcy temu  |  
Nie chcę być złośliwy ale w sklepach technicznych na ogół porozumiewam się palcem, a na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że nie jest to najdłuższy palec, zatem to, co piszesz dziwnym słownictwem do mnie nie przemawia. Mam pytanie - opisujesz ten pojazd z prawej czy z lewej ?
 

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi