Wstalam rano, wzielam dluga kapiel z wszystkimi tymi naszymi dodatkami, ogolilam nogi (i to juz drugi raz w tym tygodniu!!!), zrobilam sobie idealna fryzure i tzw odswietny makijaz. Zajelo mi to niebagatela prawie 3 godz... ale w koncu dzien pieknosci robimy sobie naprawde wtedy, kiedy mozemy sobie na to pozwolic...
A tak naprawde to potrzebowalam takiego dnia tylko dla siebie. Nie wyszlam dzis z domu nawet na chwile, ale to nie jest jeden z tych dni, kiedy nie mam ochoty nikogo widziec. Tak tylko po prostu potrzebowalam chwili odizolowania od reszty stada :)
Znow musialam sobie conieco poukladac pod ta swoja ladna fryzura. A najwiecej problemu sprawia mi rozmowa z sama soba. Wciaz ucze sie konsekwencji, a nie zawsze wychodzi mi to planowo...
Jest po 17 czasu londynskiego i generalnie od kilku kwadransow czekam na telefon od mojej przyjaciolki. Dzis ona borykala sie z ciezka zyciowa decyzja, od ktorej zalezala reszta czesc jej zycia. To niesamowite, jak jedna sekunda moze wplywac na cale przyszle lata naszego istnienia. Planujemy, myslimy, uwazamy a przekorny los wykorzystuje kazda chwile naszej nieuwagi, by pokazac nam jak mali w rzeczywistosci jestesmy. Niewazne, czy przyjmiemy jego "dary" z ochota, czy bedziemy chcieli cos zmienic, w konsekwencji nasze sumienie zostaje juz tak zmodyfikowane, ze do konca zycia bedziemy zadawac sobie pytanie, czy tak napewno musialo byc. Czy robimy dobrze? A kto nam na to odpowie? Nawet kiedy rzucasz grosz bezdomnemu, z jednej strony pomagasz mu zdobyc kawalek chleba, z drugiej natomiast uczysz go, ze chleb ten przyszedl latwo i jutro zapewne znow zostaniesz o niego poproszony! Swiat sklada sie z paradoksow zbudowanych z naszych marzen i ambicji. Wypelniony jest naszymi przekonaniami i slusznoscia racji. W koncu kazdy z nas jest nieomylny w swych bledach, a juz napewno kazdy swoje brzemie musi nosic sam i zrozumiec je po swojemu.
Bo tak naprawde jutro zalezy tylko od nas. Jezeli postanowie sobie, ze bede miala dobry dzien, to jestem w stanie sprawic, ze nawet najgorsza wiadomosc przyjme tak jakbym spodziewala sie jej od dawna. I tak chyba jest duzo latwiej, niz siedziec i czekac na to, co przyniesie jutro. Bo tylko ja sama moge napisac rzeczywisty scenariusz dla samej siebie. Czekajac z zalozonymi rekami mozemy doczekac sie jedynie starosci, bojac sie przyszlosci, podswiadomie sciagamy na siebie kolejne przykre doswiadczenia a uciekajac przed nimi wpadamy w kolejne sidla przeznaczenia. Czy nie lepiej zatem pogodzic sie z tym, ze nie wszystko jest czarne albo biale?
Pozbawmy ludzi pytania "dlaczego" i zacznijmy obserwowac co sie stanie. Pewna jestem, ze gdy przestalibysmy rozpamietywac jutro byloby latwiejsze dla kazdego...
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą