"Chodzę do technikum, uczę się tego co chce robić, co lubię i umiem. Nie pasowała mi też myśl rozdawania happy meal-ów po LO. Wygląda na to, że powinienem chodzić radosny z bananem na twarzy. Jednak jest jeden problem(...)"
Nie wiem jak zacząć ten wpis, tak chujowo zdołowany jestem. Chodzę do technikum, uczę się tego co chce robić, co lubię i umiem. Nie pasowała mi też myśl rozdawania happy meal-ów po LO. Wygląda na to, że powinienem chodzić radosny z bananem na twarzy. Jednak jest jeden problem, jedyne dobre technikum elektroniczne w poznaniu, mieści się w jednym budynku z gimnazjum i LO dla uczących się inaczej. Mam to nieszczęście, że aby dostać się do warsztatów ze zwykłej sali muszę przejść całą szkołę. Schodząc z drugiego piętra gdzie dominują rozmowy o dupach, pytania kto ma zadanie. Dostaje się na pierwsze piętro. Jakiej to kurwicy dostaje widząc klasy gimnazjum. Ja rozumiem, że modne są pewne rzeczy, ale jak widzę stado rozwrzeszczanych, deskowych dziewczynek zachwycających się twórczością Bibera, panienkę w zwiewnej sukience i wojskowych traperach oraz kolesia w spodniach opuszczonych do kolan, co wskazywało by, że chce odbyć stosunek homoseksualny(oczywiście każdy z tych przypadków jest w ilości x50). To najzwyklej w świecie dostaje kurwicy pomieszanej z psychopatią. Schodząc dalej na parter dostajemy się do części specjalnej, czyli pewnego rodzaju dobitki w postaci gościa liżącego szybę. Ja się pytam kto kurwa wpadł na ten chory pomysł łączenia trzech tak odmiennych typów szkół? Przy zejściu na parter pojawia się pewna myśl, kontynuować wędrówkę przez korytarz (znajdują się tam sklepik, bufet i ksero) na którym mieszają się wszystkie te rodzaje opisane wyżej czy najzwyczajniej spierdolić do domu To drugie można wybrać niestety tylko dwa razy na semestr.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą