< >  wszystkie blogi

Kupa gra kupa tanczy jest o smaku pomaranczy cz 2

6 lipiec 2009 ·
A wiec jednak napisalem 2 rozdzial jesli ktos sie tu zjawi i przeczyta niech to skomentuje, bym byl wdzieczny niech to beda bluzgi i inne ale jednak prosze o jakakolwiek recenzje

Nowy Dom
Jak się masz Norga na wejsciu ci mowie...szykuj ze sześcset złociaków, mam...,nie, my obaj mamy dzisiaj wielkie szczescie- Rzekł podekscytowany gośc
Ohoho go ja tu widzę, u mnie, w moje skromne progi zawitał sam król szelm i szubrawców, książe podstępu i pełnych sakiewek, mistrz podupadłych krętaczy i ulubieniec naszych echem najukochanszych wladz- wykrzyczal Norga w komiczny sposób jakby rzeczywiscie witał jakiegos moznowladce czy innego nadzianego klienta jak to mial w zwyczaju.
Witaj o wielki, pozdrawiam cię...-Paser zamilkl po groźnym spojrzeniu goscia.
Dobra, dobra siemasz Tza...-ponownie zamilk po kolejnym przeszywajacym ciało na wskroś spojrzenie klienta.
Witaj, witaj porostu witaj, coś wspominales o szesciusetkach zlociakow, chyba ci gorzalka beret poprzewracala, czy aby nie dostales za mocno kijem przez leb od jakiegos narwanego jegomoscia któremu nie dales powodów do zarzylej przyjazni...szescset, szescset! skąd miał bym miec tyle monet drogi przyjacielu, nawet jesli, to za co miał bym tobie zaplacic taka bajanska sumke może mi powiesz co...słyszałem ze kreciles sie na wschodzie wiec to moze złota korona samego Filandera a moze brylantowy diadem jego małzonki, jesli tak to wchodze w to ...ale szescset ba dam tysiac albo i dwa!!!-zachichotał sprzedawca.
Nie drocz się Norga i nie lekceważ samego echem króla szelm i szubrawców jak sam to powiedziales-
-Szubrawców albo szambelanów, jeszcze pracuje nad ostateczna wersja dla klientów, moze nie uwierzysz ale jak mowie glupkom ze sam Glurstych robi ze mna interesy to inaczej podchodza do negocjacji i jak pewnie sie domyslasz to na moja korzysc.
Echem-przerwal wypowiedz pasera głosnym chrzaknieciem
Może to i nie korona samego Filandera ani diadem jego wspanialej malzonki ale cos rownie watroscioego - powiedzial po czym wyjal za plaszcza złoty, lsniacy sztylet i polozyl go na stole.
To jest-mina Norgi nagle zbladla jak by zobaczyl ducha
To jest, nie mów, ty go?-zapytał jąkając się.
Nie ja,on, a ja od niego, ale to za długa historia a i bez piwa nie bedzie tak ciekawa.
Ale... to jest święty sztylet elfow, to do jasnej cholery jest slawetny Nistur, najcenniejszy wyrób elfickich chudych rąk z kuźni w Adden Ven
-Nie zachwycja się tak Norga bo zejdziesz, sztylet ja sztylet 600 zlociakow albo 100 Taratijskich klepiakow
-yyy sztylet jak sztylet tez zes powiedzial a nie czakasz az wartosc wzrosnie za dwa semestry bedzie wart dwa razy tyle
-Nie mam czasu na czekanie, takimi pierdulami zajmuj sie ty ja chce sie pozbyc tego cholerstwa bo tylko mnie obciaza...wiec jak bedzie?
-550 i o nic nie pytam
- Nigdy nie pytasz, i mnie nie obrazaj, nie bedziesz chyba targowal sie o "slawetnego nistura" co Norga.
-Echhh-westchal paser i wyliczona sume rzucil na stól-
Te ty lepiej zabieraj stad rzyc i sie kryj bo moj kurier mowil ze jakis młodziak z Nethos ze zgraja osilkow cie szuka
-ej ty przypadkiem nie od niego gwizdnales Nis...Tzaitel...Tzailel!!, jak zwykle...
Wprost od pasera obciązony pokaźna sakiewka  ruszyl do domu. Była noc około dwunastu kwartów księzyca. Wpierw po cichu ominął grupke straży królewskiej rozprawiajacej o kradziezy w kuźnie elfów, potem przeszedl kilkanascie kroków przylegajac do sciany jak by procz cienkiego paska bruku toz przy niej nie znjadowalo sie nic. Złapal oddech upewnił się czy sakiewka jest dobrze przymowcowana do grubego skorzanego paska i pognał między straganami nie zwracając uwagi na przewracajacych sie postronnych i wlecial miedzy ciemne uliczki. Biegl ile sił w nogach przeciskajac sie przez waskie przejscia i co rusz przeskakujac jakiegos pijanego szambelana
- Król szambelanów-zasmial sie w duchu
Przebiegł jeszcze kilka uliczek które przypominaly labirynt bez wyjscia i wydawalo sie ze zna ta droge na pamiec. Ani razy nie zatrzymal sie i nie spojrzal za siebie czy aby obral dobry kierunek. Pruł przed siebie zwracajac jedynie uwage by przypadkiem nie uderzyc w niski strop krórejs z furtek i nie zachaczyc o ktoregos z lezacych "poddanych" i przy okazji nie zaryc twarza o glebe.Po kilku minutach byl juz na miejscu. Do swojej izdebki wlazl przez okno spotkanie z wlascicielem kamiennicy nie bylo by najmilszym doswiadczeniem, zwlaszcza ze zalega z platnosciami juz 3 semestr. Zdjął balast i wydobyl z dna kieszeni kilka fantow z wyprawy na rynek w dornes, kilka sygnetow, naszyjnikow jakies wisiorki, wszystko to usypalo sie w ladna gorke.Wdrapal sie na 2pietrowe łozko i zasnał.Po około dwóch kwartach obudził go przerazliwy wrzask.
-Otwieraj skurwielu bom gotow drzwi wywarzyc- wrzasnal znajomy głos.
O kurwa Taris!!!- jeknął Tzailtel i w jednej sekundzie znalazl sie na ziemi. Wtem drzwi do pokoju rozwarly sie i na czele wlascieciela kamienicy i bandy barczystych drabów stał syczący z gniewu Taris. W pospiechu wlozyl reke w usypana gorke kosztownosci zacisnal place starajac sie zlapac jak najwieceji wylecial jak z procy przez otwarte okno z drugiego pietra kamiennicy. Jeszcze tak szybko nie spiepszal przed nikim, wyraz twarzy Tarisa nie lada go przerazil a i spotkanie z jego kolesiami nia znajdowalo sie na liscie rzeczy ktore chcial by zrobic przed smiercia. Po kilku minutach bym juz przed murami wyjscia z Górnego Dornes. Czuł się o wiele lepiej, czuł się bezpieczny ale wedzial ze stracil caly dobytek na który pracowal przez tyle lat. Jedyne  co się ostało to szescset zlociakow i grasc naszyjnikow z pereł.
- Pies by to trącał, taaa my obaj mamy dzisiaj wielkie szczescie, kurwa!!! może ty Norga bo mnie szczescie własnie opuscilo. Spojrzal po raz ostatni  w strone dawnego lokum i ruszyl za mury miasta, ruszył w strone wschodzavego slonca.

 

Skomentuj

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
O blogu
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi