Hej, minęło trochę czasu od ostatnich (aż dwóch!) wpisów, więc myślę, że nie będzie grzechem pozwolić sobie na następny. Chciałbym w tym wpisie tak jakby streścić, albo raczej wysunąć puentę swoich przemyśleń z całego tego okresu. Optymizm.
Hej, minęło trochę czasu od ostatnich (aż dwóch!) wpisów, więc myślę, że nie będzie grzechem pozwolić sobie na następny. Chciałbym w tym wpisie tak jakby streścić, albo raczej wysunąć puentę swoich przemyśleń z całego tego okresu. Optymizm. Cokolwiek się nie działo, czy jechałem na wozie, czy zupełnie pod nim ryjąc zębami beton, zawsze warto było mieć przy sobie przynajmniej skrawek optymizmu. Co on daje? Wielu ludzi zada takie, bądź podobne, pytanie. Otóż w rzeczy samej bardzo dużo. To co znaczna część ludzi określa "uśmiechaniem się jak głupi do sera", czy też "bezsensownym cieszeniem michy kiedy trzeba płakać" jest esencją, do zebrania sił. Myślę, że największy problem tkwi właśnie w tej mentalności. No bo po co się uśmiechać w takich chwilach? Tu trzeba płakać, żalić się, martwić oto co będzie, a nie szczerzyć jak idiota. Znam wiele osób myślących w ten sposób i wiecie co? Udławcie się tym. Serio, wszyscy, którzy tak myślicie. Tylko tak porządnie, żebyście mogli poczuć żal zanim zejdziecie z tego świata, w końcu to tak bardzo lubicie, co nie? Em... tak, wracając. Warto jest się uśmiechnąć, mimo tych łez, na przekór smutkowi. Owszem, to nie jest łatwe. Tak, czasem musi minąć trochę czasu. Ale trzeba próbować. Nie można powiedzieć sobie tak po prostu "eh jeszcze nie teraz", "pff nie pora na śmiechy". O pozytywne myśli trzeba starać się zawsze, a to czy na razie jest zbyt ciężko, zbyt wcześnie, to wszystko pokaże nam czas. Mam na myśli to, że nikt nie uśmiechnie się od razu po czymś ciężkim, ale jeśli nie będzie próbował, to powrót do sił przyjdzie dużo później. Porównałbym to do ciemnej, wertepowatej drogi. Stoisz przed taką drogą i widzisz jedynie ciemność, wiesz, że gdzieś tam są kamienie, doły, łatwo się poharatać, ale obok jest gość sprzedający latarki. Latarka kosztuję określoną ilość uśmiechu, albo przynajmniej optymistycznych myśli, a sama latarka jest optymizmem. Teraz, czy nie lepiej postarać się o latarkę i wyjść z tego cało i pewnie, niż włóczyć się smutnemu i po omacku? Myślę, że odpowiedź jest jasna...
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą