Wielkie odliczanie rozpoczęte, już jedynie kilka dni dzieli mnie od wyjazdu do
Hiszpanii.
I tak oto dokonałem NIEMOŻLIWEGO (skromność ponad wszystko). Trzy tygodnie biegania, jeżdżenia, błagania, szarpania, nerwów i skrajnej frustracji sprawiły, że w końcu udało mi się znaleźć robotę. Teraz wystarczyło już tylko pracować za dwóch, przekonać organizatora wyjazdu do możliwości wpłaty pieniędzy grubo po terminie, wywalczyć peniądze od reszty rodziny, pogodzić to wszystko z czasem na załatwienie studiów i formalności, znaleźć stancję i zapisać się na kung-fu ; D To ostatnie wyszło w toku.
Cóż ciężko opowiedzieć coś, czego praktycznie się nie pamięta. Tak też jest z ostatnimi dwoma miesiącami mojego życia... Praca, studia, praca, studia, praca, studia, formalności, praca, praca... jedyne co zapadło mi w pamięci to urywki momentów, gdy kładłem się spać. Jak na ironie to właśnie wtedy czułem się tak, jakbym w końcu się obudził. A potem znów zapadał sen.
Ale nic to w porównaniu z satysfakcją, że to co było doszczętnie stracone, teraz dumnie stoi i góruje nad problemami. Już jedynie 9 dni dzieli mnie od słonecznej
Hiszpanii. Wydaje mi się, że przez to wszystko nie do końca do mnie to dociera. W pełni uwierzę w to dopiero wtedy, gdy będę siedział w tym autokarze i patrzył znikają słowiańskie krainy. A potem już tylko 2 tygodnie ja,
Hiszpania i oczywiście moja Myszka.
Znając życie nie będzie mnie tu kolejnych kilka miesięcy, także... tego...
Hiszpania czeka ; )
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą