Byłem wczoraj w PKiNie, na Festiwalu Filmowym w Warszawie, obejrzeć sobie "Filmy Krótkometrażowe cz. 2". I w porządku, filmy (w większości) dobre.
Jednakże...
Do dziś utkwiła mi w pamięci jedna muzyczka. Mianowicie melodia z filmu "Rabbit Troubles". Muzyczka ta nazywa się Bellissimo, jej autorzy to niejacy Ilya. Nawet można ją ściągnąć z internetu jako mp3 (muzyczkę, nie Ilyę.)
Utwór ten zalicza się do kategorii tych, które Angliczanie nazywają "hauntingly beautiful", ja zaś nazywam po prostu "przepiękne"; można je poznać po tym, że gdy słuchasz ich pierwszy raz, to po paru chwilach masz ochotę puścić tę muzykę wszystkim ludziom na świecie, aby i oni mogli posmakować tej rozkoszy. I wydaje ci się, że jeśli po śmierci trafisz do nieba, to w tle będzie tam grało właśnie coś w tym stylu.
(W tym filmie był też drugi utwór - takie coś mocno metalowe, co o dziwo nawet mi się całkiem spodobało. Niestety tego już nie znalazłem.)
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą