Pierwszy tydzień był pełen atrakcji i roboty. Efektem tego jest między innymi opóźnienie pojawienia się tego wpisu, gdyż był on do połowy napisany już kilka dni temu, ale się przypadkiem skasował. Teraz mam nadzieję napisać go w całości :)
IPierwsze dni w zimnej krainie Wikingów były dla mnie zderzeniem z nową rzeczywistością. Dla kogoś, kto w życiu nie przeprowadził jednej normalnej rozmowy w obcym języku nagła konieczność rozmawiania po angielsku przez osiem godzin na różne tematy była nie lada wyzwaniem. I doprowadziła mnie do bólu głowy po pierwszych czterech godzinach.
Na szczęście trafiłem do dość międzynarodowej firmy, dzięki czemu wszystkie dokumenty i większość informacji są po angielsku. A i pracownicy wszyscy mówią po angielsku i - co dość dla mnie istotne - robią to w sposób prosty i wyraźny. Największy problem miałem ze zrozumieniem kolegi z Australii :) Po dwóch dniach pracy łapałem się już na tym, że myśli we własnej głowie formułuję po angielsku, także moja obawa przed brakiem możliwości dogadania się była niepotrzebna
Jeśli zaś chodzi o samych Norwegów - ci, na których trafiłem okazali się wyrozumiali i pomocni. Dlatego jeszcze żyję :)
IIPo tygodniu pobytu i pracy nie da się jeszcze wiele powiedzieć ani o ludziach, ani o kraju. Jedno co mogę rzec na pewno to to, że jest tu zimno. A ponieważ jestem raczej ciepłolubny, do tego określenia dorzucam często słowa takie jak "bardzo" lub "cholernie".
Miasteczko w którym wylądowałem (Kongsberg) ma jednak swój urok. Położone w dolinie, wśród gór, wygląda po prostu ładnie. A wszystkie ewentualne niedoskonałości i tak przykrywa śnieg. Zresztą, popatrzcie sami:
Tak wygląda rzeka, co przez Kongsberg płynie nocą(gdy wychodzę z pracy o piątej, jest już noc właśnie)
A tak przerzucony nad nią mostek:
Tak zaś okolica wygląda za dnia:
Jeszcze kilka fotek
tutaj. Są tam też fotki z sąsiedniego (i nieco większego) Drammen. Byłem tam załatwiać pewne formalności, w dodatku w godzinach pracy, więc nie miałem czasu na łażenie. Jeśli się tam kiedyś wybiorę, na pewno będzie więcej fotek.
No, to póki co wszystko. Kiedy następny wpis - nie wiem, ale mam nadzieję, że się pojawi.
Swoją drogą gdy pracowałem we Francji podobny strach mnie ogarniał. Co jak nie będą znać angielskiego ? Na nieszczęście nie znali -_-
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą