Kiedyś znamiennym zjawiskiem w cyklu życia medialnego był sezon ogórkowy- martwy okres, w którym poważne gazety "z braku laku" zamieniały się w tabloidy, a telewidzom serwowano jeszcze większą papkę niż zwykle. Dziś, w czasach, gdy media muszą bić się o odbiorców, poziom prezentowanego przez nie materiału zaczyna coraz częściej oscylować wokół 'ogórkowych' tematów. Krótko mówiąc- zamieniają się w ogórkową szklarnię.
Tabloidyzacja mediów przybiera różne formy. Rozprzestrzenia się jak wirus i jak wirus zaraża. Jest jednak bardziej niebezpieczna, nie wywołuje bowiem wielkiej epidemii, ale rozpełza się powoli, wkradając się niepostrzeżenie nawet w miejsca będące zawsze ostoją inteligencji.
Nie trzeba szukać daleko. Wystarczy rano ustawić radioodbiornik na jedną z najpopularniejszych stacji. Tam, gdzie kiedyś usłyszeć można było "śniadaniowe" dyskusje na poważne aktualne tematy polityczne i gospodarcze, dziś coraz częściej atakują nas sensacje, od których można udławić się poranną kawą. Kryzys? Konflikty? Kultura? To już dawno niemodne... Kogo dziś obchodzi kilkoro zastrzelonych dzieci, skoro minister pracy powiedziała do ministra rolnictwa "spierdalaj"? TO jest gorący temat, którym trzeba się zająć.
Bo po co komu wiedza o największej masakrze w Chinach od czasów Tiananmen? O 156 zabitych, o kilkuset rannych? Po co się rozpisywać? Tygodnikowi "POLITYKA" wystarczyła krótka wzmianka w malutkiej ramce. (Zajął się tym za to szerzej "Najwyższy Czas!", za co biję ukłony, chociaż zwykle czerwienię się ze wstydu, gdy płacę za to czasopismo).
To zjawisko atakuje z każdej strony. Nie opierają się mu ani publicystyczne programy telewizyjne, ani polityczna prasa. Ba, nawet tygodnik "Przekrój", który mimo swojego oryginalnego sztubacko-prowokującego stylu zawsze był pismem na poziomie, dziś zaczyna ocierać się o poziom portalu Pudelek. Powoduje to tendencja do "wojewódczenia" dziennikarzy- zajmowania się osobistościami i zjawiskami, ująwszy to delikatnie, kontrowersyjnymi. Oczywiście, mamy wolność mediów- Piotr Najsztub (mistrzu, dlaczego mnie ranisz?!) może zapraszać do rozmowy kogo tylko zechce, ale co ma pomyśleć stały czytelnik, kiedy płacąc ciężko zarobione 5 (słownie: pięć) polskich nowych złotych, spragniony cotygodniowej ważkiej dyskusji na łamach "Przekroju", w jej miejsce otrzymuje wywiad z Jolantą Rutowicz? Albo Piotrem Kupichą (liderem zespołu "Feel") ?! A co ma pomyśleć, kiedy redaktor Monika Olejnik po raz kolejny zaprasza do siebie Nelly Rokitę tylko po to, by sprowokować ją do wygłaszania "złotych myśli", będących pożywką dla mediów przez następne dwa tygodnie? Albo kiedy połowę TVN-owskiego programu "Teraz My" zajmuje dyskusja o klatce piersiowej posła Olejniczaka?
Dzisiaj "Duży Format" wyrzuca się do kosza na śmieci, a czyta się "WPROST Light". Dzisiaj "na topie" jest to, co się sprzeda. Nie to, co ważne, ale to, co będzie się dobrze oglądało. Nie mówi się o rzeczach istotnych, o ludziach istotnych. Mówi się o tym, co medialne. Czy to odwracalny proces? Obawiam się, że nie. Mam tylko nadzieję, że nie dożyję chwili, kiedy biorąc do ręki "Gazetę Wyborczą" i "Fakt", trzeba będzie chwilę się namęczyć, żeby je odróżnić.
Bluznisz piszac - "jak piana na piwie - nie poprawiaja smaku, ale ladnie wygladaja". Piwo bez piany daje sie pic tylko w jednym przypadku - gdy jestes w browarze w Pilznie i dostajesz do sprobowania piwo przed ostatnim filtrowaniem i pasteryzacja. Z meritum Twego wpisu zgadzam sie.
"Mam tylko nadzieję, że nie dożyję chwili, kiedy biorąc do ręki "Gazetę Wyborczą" i "Fakt", trzeba będzie chwilę się namęczyć, żeby je odróżnić."
jest wyrażeniem między innymi nadziei, że "Fakt" nie podniesie swojego poziomu do poziomu "Gazety Wyborczej", tylko pozostanie gazetą na poziomie... na który psioczysz.
Ad meritum. Właściciele mediów nie publikują takich, czy innych materiałów w takiej czy innej formie ani po to, żeby szerzyć wysoką kulturę, ani po to, żeby szerzyć niską kulturę. Nie robią tego ani po to, by tabloidyzować, ani po to, by detabloidyzować. Nie wybierają takich, a nie innych wieści, po to, żeby w społeczeństwie stworzyć przekonanie, że rocznica Tiananmen jest ważniejsza, niż powiedzenie "spierdalaj" przez ministra; nie robią też tego po to, żeby stworzyć przekonanie odwrotne. Robią wszystko po to, żeby zarobić.
Najłatwiej jest zarobić celując w mało inteligentną masę. Wszędzie stanowi ona większość, ale nawet tam, gdzie nie stanowi większości, to w nią będzie wycelowany najskuteczniejszy przekaz reklamowy, bo przecież jest to na ogół grupa najbardziej podatna na manipulacje. A dochód mediów to nie tylko czytelnicy, ale i reklamodawcy, którzy kupią ogłoszenia tam, gdzie będą z nich mieli konkretne profity.
Odpowiedz uczciwie na następujące pytania:
1. Czy jako wydawca zrezygnowałabyś z tematu na rzecz ważniejszego tematu, gdyby miało to spowodować 25%-owy spadek sprzedaży czasopisma?
2. Czy jako wydawca zrezygnowałabyś z tematu na rzecz ważniejszego tematu, gdyby miało to spowodować 25%-owy spadek sprzedaży reklam?
3. Czy jako czytelniczka kupowałabyś gazetę będącą na znacznie wyższym poziomie, niż "Gazeta Wyborcza", równie często, jak kupujesz "GW", gdyby kosztowała 3 razy tyle, co "GW"? Z grubsza tyle kosztowałoby zmniejszenie liczby czytelników i reklam.
4. A gdyby była całkiem wolna od reklam (co gwarantowałoby niezależność przynajmniej od reklamodawców - Janusz Korwin-Mikke z niejednej gazety został pożegnany dlatego, że jego felietony godziły w samą ideę ubezpieczeń i firmy ubezpieczeniowe zagroziły wstrzymaniem reklam), ale kosztowała 10 razy tyle?
Jeśli odpowiadasz tak, jak Twoim zdaniem odpowiadają wydawcy, na których narzekasz - to nie dziw się, że oni (odpowiadając własnymi pieniędzmi, bardzo dużymi) też tak odpowiedzieli.
A jeśli nie - zrób im konkurencję, będę trzymał kciuki za powodzenie Twojej przedsiębiorczości.
Ze statystyk wynika, że w każdym społeczeństwie największą grupę stanowi obywatel, nazwijmy to, średnio wyrobiony :C
Ekonomia podpowiada więc, by do niego adresować swój program, treść itd.
Inny problem to coraz trudniejszy do definiowania podział społeczeństwa. Nie tak łatwo dziś np. znaleźć grupę, którą kiedyś nazywało się "inteligencją". Bo kto to dzisiaj jest?
Nawiasem mowiac, jak kiedys bedziesz miala okazje, to zerknij na irlandzka darmowa gazete codzienna, to jest dopiero papka. Tzw. "powazne" tresci sa przeplatane zdjeciami z koncertow, pokazow mody i festynow, zeby zatrzymac czytelnika na stronie :) Pytanie, co bylo pierwsze: coraz glupszy czytelnik czy coraz glupsze gazety?
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą