Przydałby się taki. Dlaczego rynek jeszcze nie odpowiedział na wciąż rosnące zapotrzebowanie na kupno czasu?
Może by sprzedawać na podstawie zwykłej umowy kupna-sprzedaży (ponieważ czas jest zbyt cenny, by mazać na nim kody kreskowe i odpikiwać na paragon w jakimś supermarkecie):
W dniu tym a tym, w miejscu tym a tym pan A sprzedaje panu B tyle a tyle minut (kilogramów?) czasu, otrzymanego na hodowli X-15 w okresie od wtedy do wtedy. Albo chociaż:
Dnia tego a tego pan A odstąpił pani B tyle a tyle minut swojego czasu, w zamian otrzymując kwotę Y.
Dlaczego nie istnieje gałąź gospodarki zajmująca się (re)dystrybucją czasu?
a jeżeli trudnimy się sami sprzedażą własnego czasu i własnych umiejętności... to umozliwiamy innym zaoszczędzenie czasu w zamian za zapłatę.
mam za mało czasu na roboty domowe? wynajmuję sprzątaczkę/kucharkę aby sprzedawała mi swój czas, dzieki czemu ja sam go oszczedzam...
system w sumie działa... a ta gałęż gospodarki to po prostu "usługi"
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą