Uczelnia wyższa, proszę państwa, to już nie przedszkole ani podstawówka, tutaj, proszę państwa, trzeba dbać o swoje interesy i, proszę państwa, nikt, proszę szanownego państwa, nie zamierza dawać gotowych rozwiązań czy kilkunastu szans na państwa poprawienie się.
Jasne.
Na czym powinna polegać szkoła życia? Na jego kopiowaniu w sposób pozwalający wyciągnąć wnioski, przy zauważalnej - ale nie destruktywnej - sile odczuwanych pomyłek.
Czyli - student powinien sobie radzić sam, a jeśli sobie nie poradzi ma bolesną nauczkę w postaci wakacji spapranych kampanią wrześniową, jeśli dalej będzie na tyle głupi by nie znaleźć rozwiązania na swój problem, dostaje kolejną szansę w postaci poprawki roku. Radzić sobie oznacza także będących nad nim ludzi manipulować, upraszać, zdobywać pomoc od współmęczenników. Jak w życiu.
Z czym mamy do czynienia w praktyce? Warunki, różne i różniaste sposoby przepychania ucznia (ucznia, bo zazwyczaj dostaje gotowe materiały do opanowania, a to robią już w przedszkolach) czy może raczej ciągnięcia za rączkę, nawet gdy owo dziecko się potknie i ciągnięcie go jest dlań... dość bolesne. Co mnie zainspirowało do tych stwierdzeń? Obowiązkowe kolokwium z technik laboratoryjnych, tłuczonych małym biednym studencikom na pierwszym roku, sprawdzanych i ćwiczonych na wszelkie sposoby, wprowadzanych w życie przez kolejne półtora roku (po drodze wciskając drugie kolokwium sprawdzające) i teraz - po raz już trzeci - sprawdzanych, "bo wiem, że studenci często mają z tym problem". To jest, droga Pani doktor, nasz indywidualny problem. Jeśli udało nam się do tej pory nie musieć umieć, proszę się nie bać, i bez Pani pomocy będziemy zmuszeni to opanować. Naprawdę.
-Kochanie, zawiązałeś buciki?
-Tiak.
-Ale nie zawiązałeś lewego, daj, pokażę ci jak zawiązać.
-Dobzie.
-Na pewno wiesz jak zawiązać?
-Tiak.
-Ale na pewno? Żebyś się nie przewrócił jak będziesz szedł.
-Na pewno.
Droga Pani doktor miły Panie profesorze, daj się nam dzieciakom (czasem z własnymi już rodzinami), wreszcie porządnie wyp**** przez rozwiązanego bucika. Żeby w życiu się przez takiego nie wyp**** prosto w przepaść.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą