To była pierwsza masakra jaką w moje oczy widziały na żywo.
Był środek letniej nocy. Ciepło, bezchmurne niebo oświetlał ogromy księżyc. Odebraliśmy wezwanie. W środku lasu została potrącona osoba na torach. Wskoczyliśmy do karetki i jazda. Musieliśmy się kawałek wcześniej zatrzymać, bo nie dało się wjechać do tego lasu. Zabraliśmy co najpotrzebniejsze.
Policja już była na miejscu. Straż pożarna też. Wskazali nam drogę.
Niosłem na plecak medyczny i defibrylator. Kolega trzymał w rękach respirator, a doktor szedł z noszami parcianymi. Szliśmy po torach oświetlając sobie drogę latarkami.
30 metrów przed nami ukazał się ostatni wagon. Poczułem niepokój. Zastanawiałem się dlaczego założyłem dziś na dyżur tenisówki. Czułem dosłownie każdy kamień pod stopami.
Doszliśmy już do wagonu. Czułem ucisk w żołądku. Serce waliło coraz szybciej. Mijaliśmy wagon po wagonie. Pasażerowie wychylali się przez okna. Każdy pytał co się stało. Już coraz bliżej. Widać lokomotywę. Sucho w ustach. Czułem podniecenie. Chyba w każdym z nas jest coś takiego chorego, że chcemy oglądać obrazy które są nam tak naprawdę niepotrzebne. Są niezdrowe dla naszej psychiki. Ludzie zawsze zbierają się przy wypadku. Ciągnie ich czerwony kolor. Chcą zobaczyć jak wygląda martwy człowiek. Chcą krwi, chcą zobaczyć otwartą czaszkę. Jakby mogli, to zrobili by sobie zdjęcie z ofiarą wypadku i wrzucili je na naszą klasę.
Dochodzimy do lokomotywy. Jest krew i szczątki. Ciała nie ma. Hmm...Lokomotywa hamowała. Minęliśmy ciało. Świecimy latarkami na boki. Idziemy wzdłuż nasypu. Jest! O kurwa. O Jezu. Szturacham kolegę łokciem w bok. Patrz na niego - mówię.
-O ja pierdolę. Jak maszynista mógł nie widzieć takiego grubasa?
Blask księżyca przebijał się przez gałęzie drzew. Nagle zdałem sobie sprawę z tego, że wygląda to tak jakby oświetlał to ciało. Nie widziałem go wcześniej , a teraz widać wszystko jak na dłoni.
Podchodzimy bliżej. Jest to mężczyzna. Powiem wam że wcale nie był gruby. Wisiał nad ziemią jakieś 1,5 metra. Gdy pociąg w niego uderzył , poleciał on na bok nabijając się na...nie wiem co to było. Pal, ścięte drzewo, jakiś słupek ? Nie zwracałem na to uwagi. Ale to co widziałem...
Jak już mówiłem facet nie był gruby. Wisiał na tym palu wygięty w łuk. Kręgosłup prawie mu wybiło przez klatkę piersiową. Jego nogi trzymały się jedynie na kawałkach skóry. Rozcięta skóra. Blada...żółte kawałki tkanki tłuszczowej. Kości i mięso. Krew dookoła. Poświeciliśmy latarką. Spodnie przesiąknięte od krwi. Jeszcze z niego parowało. W powietrzu unosił się zapach krwi, odchodów, wnętrzności. Poświeciłem na twarz. Zdeformowana. Czaszka rozłupana. mózg się wylewał. Wszystko wyglądało tak nienaturalnie. Nie widzieliście tego w żadnym horrorze. Jedno oko otwarte. Gałka oczna skierowana ku górze. Drugie oko się wylewało. Wytrzaskane zęby. Skóra zwisała. Na ziemi kawałki kości i włosów. Usta otwarte w okropnym grymasie. Ręce miał rozłożone jakby wisiał na krzyżu. Ciekawe czy coś czuł? Czy szybko umarł? Chyba tak, bo była sieczka z mózgu.
Nic tu po nas. Lekarz stwierdził zgon. Wezwano łapiduchy.
Wróciliśmy do karetki i pojechaliśmy na stację. Kiedy położyłem się spać, zamknąłem oczy i widziałem obraz tej wykrzywionej twarzy...
To był mój pierwszy raz.
Teraz nic na mnie nie robi wrażenia. Nie czuję obrzydzenia. Nie myślę o tym co zobaczyły moje oczy. Potrafię być nieczuły i nie brać tego do siebie. Tworzy się taka bariera, przez którą nie dopuszczamy takich rzeczy do siebie. Jest strach. Zawsze się boję że ktoś przy mnie umrze. Że nie zdołam wszystkiego zrobić, albo nie zdążę.
Ostatnio moja bariera jest większa. Nie do puszczam do siebie nawet bliskie mi osoby. Mają mi to za złe. Czuję że nie potrzebuję nikogo.
"Nie ma najmniejszego znaczenia jakie jest nasze konkretne przeznaczenie dotąd, dokąd stawiamy mu czoła z całkowitym brakiem przywiązania."
C.C
45 do 12...dziękuję za każde doświadczenie.
Podobnych doświadczeń nie mam (nie w takim stopniu i nie na żywo, bezpośrednio). Co jakiś czas trafia mi się sprawca wypadku drogowego z ofiarami, ewentualnie wypadki przy pracy (śmiertelne lub nie). Dokumentacja, nawet fotograficzna to nie to samo, co widok w realu. Niemniej jakąś odporność trzeba w sobie mieć, nie każdy się nadaje ;)
Rutyna robi swoje i może to brutalnie zabrzmi, ale do wszystkiego się można przyzwyczaić...
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą