Widząć tych nieszczęśliwych ludzi czuję że jestem w miarę normalny
Reanimation break down
11 sierpień 2009 ·
Miałem dziś jakieś dziwne przeczucie. Wsiadłem rano do karetki aby sprawdzić cały sprzęt. Co mamy na stanie. Czy baterie w defiku są naładowane. Czy żarówka i bateria w laryngoskopach działa. Nawet sprawdziłem daty leków. uzupełniłem apteczkę, plecak... U mnie musi być wszystko tip top.
Ledwo wysiadłem z karetki żeby pójść się napić kawy, dyspozytor woła nas że mamy wyjazd. Nieprzytomny. Leży na trawie przed blokiem.
Odpalam karetkę i jedziemy na sygnałach.
Kiedy byliśmy na miejscu, widziałem że ten mężczyzna był już siny.
Drugi ratownik rozpoczął masaż serca. Ja z karetki zabrałem plecak, defibrylator, torbę z lekami...
Ok zaczynamy.
Podaję koledze mój nóż, aby rozciął koszulę. Starałem się zaintubować. Wyciągnąłem sztuczną szczękę. Nie wiem skąd nagle tyle osób znalazło się wokół nas. Wszyscy wisieli w oknach, krążyli jak sępy. Wyczuli śmierć.
Wkładam laryngoskop w usta i staram się włożyć rurkę intubacyjną. To nie takie proste. Język opada. Założyłem. Rurka wypełniła się płynem...chyba jestem w przełyku. Wentyluję...kurwa! Jeszcze raz.
Przy drugim podejściu tez się nie udało. Drugi Ratownik dalej uciska.
-Weź spróbuj ty.
Zacząłem masować serce. Powiem wam że dwóch ratowników do reanimacji to za mało.
Ok mamy zabezpieczenie dróg oddechowych. Na przemian teraz masuję i wentyluję. Trzeba go zamonitorować. Podłączamy elektrody Quick Combo. Będzie nam teraz łatwiej.
Najgorsze jest w zespołach dwuosobowych to, że jedna osoba odpada, bo musi masować serce. Nawet nie wiem która to już seria była. Kolana mnie bolą. Jakiś kamień mi się wbija. Czuję jak pot płynie z czoła.
Podłączamy pacjenta do respiratora i wzywamy Zespół Reanimacyjny do pomocy.
Podajemy Adrenalinę dotchawiczo, przez rurkę intubacyjną. Trzeba teraz założyć jakieś wkłucie. Żyły zapadnięte. Bez ciśnienia, będzie ciężko. Kurcze. Jest czy nie jest... Nie jest. Dawaj inną żyłe.
Przyjeżdża na miejsce reanimacyjny.
Lekarz zakłada wkłucie na szyi. Podajemy kolejną Adrenalinę. Zmieniają mnie przy masowaniu. łapy bolą. Złamałem chyba dwa żebra. Normalka. Zazwyczaj się łamią.
Podajemy Bikarbonat dożylnie. Podłączamy kroplówkę. Lekarz mówi aby do kroplówki wstrzyknąć dopaminę.
Facet na nic nie reaguje. Reanimujemy go już z 40 min i nic.
Defibrylujemy i nic.
Lekarz mówi że przerywamy. Trudno co zrobić. Przykrywamy pacjenta. Jego żona stała cały czas obok i płakała. Dostała relanium. A co! Niech ma!
Lekarz ostatniego kontaktu stwierdził zgon. Koniec.
Sprzątamy wszystko na miejscu zdarzenia i zbieramy się. Chce mi się tej kawy i papierosa.
Przy reanimacji zazwyczaj jest tak że albo się udaje, albo nie.
Bo jedyna różnica między samobójstwem a męczeństwem polega w istocie na stopniu zainteresowania mediów. Jeżeli drzewo w lesie pada i nie ma nikogo, kto by to usłyszał, to czy nie jest tak, że ono tylko leży i gnije? A gdyby Chrystus umarł z przedawkowania barbituranów, sam na podłodze w łazience, to czy byłby w Niebie?
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą