< >  wszystkie blogi

coorchuc's absurdlog

Potwornie absurdalny blog

Blade Runner - zupełnie nie jak w kinie

26 maj 2008 ·

Na początku było słowo, a słowem Ktoś zaczął się bawić. Bo Ktoś miał wyobraźnię. Słowo stworzyło słowo, a dwa słowa zaczęły tworzyć mnóstwo małych słówek i krzyżówek. Wkrótce słówek bylo tak dużo, że mało kto był w stanie wszystkie spamiętać, o zrozumieniu nie wspominając...
Słowa pozakładały związki zawodowe, wolne grupy towarzyskie, kręgi wzajemnej adoracji, kółka samopoznania i samowarszawy i samokrakowa i tak powstały kodeksy, później zwane książkami.
Książki, będące w prostej, ale i czasem pokręconej linii potomkami Słowa, zachowały wszystkie cechy swojego przodka. Mnożyły i krzyżowały się do woli. Zaczęły również zakładać swoje organizacje. Wreszcie słowa i książki umocniły się na tyle, że wyrwały się z oków swoich Tfu..tfó.. twórców i zaczęły inspirować zupełnie inne grupy niewinnych odbiorców. Odbiorcy zaczęli mieć wizje, a co najdziwniejsze wizje te były legalne. Potem część z nich przestala być legalna, a część książkowych związków skończyło żywot w ogniu inkwizycyjnej namiętności.


 


Te które przetrwały inspirowały dalej. A ludzie opowiadali i przekazywali sobie dalej swoje wrażenia i wizje. Aż razu pewnego Ktoś wpadł na pomysł by wizje te połączyć i doznał olśnienia jasnością wielką. Ktoś połączył ową jasność wielką z masą bardzo szybkich obrazów i tak stworzona została X muza. I Słowo miało przesrane. Bo Książka i Muza nijak dogadać się nie mogły. Nie to że nie próbowały. Ale częściej raczej sobie dogadywały, niż próbowały wypracować kompromis. Każda z nich musiała być tą lepszą i tą pierwszą i zasłużyć sobie na Słowo. Mając tę właśnie historię w pamięci sięgnąłem po klasyka literatury fantastycznej XX wieku. W zasięgu ręki znalazł się Philip K. Dick i jego wczesna książka Łowca androidów. Historię tę poznałem za pośrednictwem Ridleya Scotta. Przyjemnie cyniczna postać Deckarda wykreowana przez Harrisona Forda dała mocne podstawy dla całego filmu. Drugi filar to muzyka, trzeci to efekty specjalne. Wszystko komponuje się w genialny ruchomy obraz, który zostaje w pamięci na lata. Myślałem przez bardzo długi czas, że czwartym filarem jest książka, na podstawie której powstał film.

 

Skomentuj

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
O blogu
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi