Obok kawy na niedzielnym stoliku znalazłem książkę Thomasa Mertona Nikt nie jest samotną wyspą. Tytuł wydawał się mówić wszystko o książce. Równie dużo ukrywał – o czym miałem się zaraz przekonać.
Nie będę próbował nikomu wmawiać, że to książka lekka i łatwa. Trudno też mówić tu o przyjemności, bo też nie jest to książka pisana z taką właśnie intencją. Nikt nie jest... to zbiór krótszych i dłuższych esejów i myśli stanowiących rodzaj poradnika. Ustalenie, kto jest jego adresatem nie bylo już takie proste i takie oczywiste. Całkiem prawdopodobne, że ja nim nie jestem.
Myśli i nauki tu zebrane sprawiają bowiem wrażenie, jakby były wskazówkami i poradami dla zakonnego nowicjatu, jak postrzegać i pojmować wiarę i Boga.
Książka, mimo że nie jest prosta (bo i sam temat prosty nie jest), zmusza do myślenia i za to oceniam ją pozytywnie. Jeżeli Ty również po lekturze zauważysz ruch we własnych poglądach, nawet jeśli nie zgadzasz się z Mertonem, to znaczy,że nauki z Nikt nie jest samotną wyspą, spełniły swoje zadanie.
Więcej, jak zawsze, opowiem przy kominku.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą