Naszła mnie ochota na naleśniki. Głównym powodem, był słoik domowego dżemu z jabłek który sobie przywiozłem ostatnio.
Jak każdą czynność zacząłem od starannego umycia jajek, sztuk 2, gdyż tak natura uznała za słuszne. Po umyciu i wytarciu jaj, wycisnąłem ich zawartość do miski. Za zawartością jaj powędrowało mleko w ilości jednego kubka oraz sól celem nadania odpowiednio słonego smaku całości. Później nadeszła pora na odrobinę trzepania, ja preferuję prawą ręką, lewa do pomocy. Uważać, przy trzepaniu bo trochę chlapie i pryska. Kiedy zawartość miseczki przybiera jednolitą postać dodałem cukier waniliowy. Chwila trzepania. A później mąka pszenna aby całość zgęstniała. Konsystencja ciasta powinna być pół-płynna. Zawartość miski dobrze, jest zostawić na 15 minut samej sobie.
Następnie bierzemy się za rozgrzanie patelni. Na środek wrzuciłem odrobinę masła celem złagodzenia tarcia, oraz nadania lekko maślanego smaku. Na rozgrzaną patelnię delikatnie rozlewam kremową masę powstałą z jajek (i innych sładników), i czekam aż się zetnie wierzchnia warstwa, wtedy należy naleśnika podrzucić tak aby wykonał obrót i wylądował na patelni drugą stroną. WAŻNE! jeśli nie potrafisz podrzucić naleśnika, ucz się robiąc to nad zlewem, gdyż naleśnik który spada prosto w płomień nie dość, że brudzi kuchenkę to jeszcze zaczyna się palić.
Zastanawiam się co mi wyjdzie jeśli wsadzę w to wszystko banana (do masy z jajek) a całość poleję czekoladą. hmm?
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą