< >  wszystkie blogi

E. Wile Coyot'e

Jak co rano...

1770 km podwodnej podróży

14 czerwiec 2010 ·

Czy zdarzyło Wam się kiedyś wyłowić coś z morza, np. butelkę z listem? Strażnik przybrzeżny z Florydy znalazł na brzegu coś o wiele lepszego – kompakt Nikona L18 w wodoszczelnej obudowie. Aparat był nienaruszony i wyświetlał zdjęcia oraz dziwny film nakręcony podczas podróży. Znalazca rozpoczął długi proces w celu odkrycia właściciela. W końcu okazało się, że aparat przez pół roku przepłynął 1770 km! Kompakt jest już w drodze do osoby, która go zgubiła. Jak do tego doszło?

Szczegóły tej fantastycznej historii ujawnił dziś The Associated Press. Trzeba przyznać, że rzeczywiście zawiera ono sporo ciekawych wątków. Przede wszystkim samo znalezienie właściciela było nie lada problemem. Zdjęcia w aparacie przedstawiały rodzinę siedzącą na kanapie, mężczyzn w strojach płetwonurków i parę podwodnych ujęć. Na tym trop się urywał. Strażnik przybrzeżny, który odnalazł kompakt, postanowił jednak za wszelką cenę odnaleźć właściciela zguby. Zdjęcia zamieścił na portalu dla nurkujących Scubaboard.com, w nadziei, że ktoś rozpozna kadry z Nikona. Po kilku dniach tropy internetowego śledztwa zaprowadziły go do Aruby, holenderskiej wyspy przy wybrzeżu Wenezueli. Na jednym ze zdjęć widoczny jest ogon samolotu, na którym widnieje numer – wskazywał on właśnie na tę lokację. Następnym etapem był sygnał od osoby zamieszkującej Arubę, która na zdjęciach rozpoznała dzieci z klasy swojego syna. Tak, po nitce do kłębka, strażnik z Florydy dotarł do Dicka de Bruin – właściciela aparatu, który zgubił go podczas nurkowania.

Na tym jednak nie koniec ciekawostek. Sama podróż aparatu wydaje się fascynująca. Okazuje się, że trwała pół roku, a kompakt pokonał odległość w sumie 1.100 mil czyli około 1770 km! The Associated Press poprosiło o wypowiedź eksperta, który potwierdził, że przy korzystnych prądach było to możliwe. W dodatku na wysokości Hondurasu aparat zarejestrował także film. Prawdopodobnie uruchomił go żółw morski, który pomylił Nikona z pożywieniem.

Dick de Bruin, pechowy płetwonurek, zdążył już pogodzić się ze stratą aparatu. Jego znalazca, po wytropieniu właściciela, przesłał mu jednak aparat FedEx’em. Historia zakończyła się happy endem i wygląda na to, że nie ma przeszkód, by Holender dalej używał Nikona. Kompakt bowiem przez swoją półroczną podróż zachował się w stanie nienaruszonym. Jedynie obudowa nosiła oznaki spędzenia wielu miesięcy w wodzie.

Zdjęcia z aparatu, które w celu znalezienia jego właściciela umieścił w sieci strażnik z Florydy znajdziecie tu.

W dobie internetu odkrycie historii wyłowionego kompakta nie było takie trudne, ale jest to jeden z tych przypadków, gdy wbudowana w aparacie opcja geotagowania zdjęć okazuje się naprawdę przydatna :)




 

3 komentarze
deroli
Deroli -   |  rok i 10 miesięcy temu  |  
to jakaś choroba jest zamiast wenezueli przeczytałem:"zaprowadziły go do Aruby, holenderskiej wyspy przy wybrzeżu Wuwuzeli"
 
haalo
haalo -   |  rok i 11 miesięcy temu  |  
Niezła reklama dla tej obudowy.
 
shafka
shafka -   |  rok i 11 miesięcy temu  |  
Takie historie napawają optymizmem i pokazują, że znajdują się na Ziemi jeszcze uczciwi ludzie z żyłką dedektywa.
 

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
O blogu
  • -Co tu masz? -Mózg Tato! -Kto Ci to dał? -Ewolucja Tato! -Niech no Ja k... spotkam. Już ja ją powynauczam żeby nie dawać dziecku byle g...
  • Informuj mnie o nowościach na blogu
  • RSS blogu ewilecoyote
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi