Rzekłbym, że nawet za dużo się dzieje. 8 grudnia miałem się przeprowadzać do Gdyni, a tu nagle okazało się, że oczekują mnie tam 24 listopada, dwa dni po przylocie ze szkolenia. Coś czuję, że moje pakowanie się będzie zdecydowanie przyspieszone. No nic, nie takie rzeczy ze szwagrem itd. Damy radę, wszystko można!
W ramach resetu zafundowałem sobie dziś Quantum of Solace. Polecam się wszystkim ustawić w kolejce w najbliższy piątek. Może to nie ten sam Bond, brakuje Q, brakuje gadżetów, brakuje Martini, chyba nawet nie pada kwestia „My name’s Bond. James Bond.”, ale Daniel Craig… Gra fantastycznie, zimne spojrzenie zabójcy, przy którym bazyliszek wygląda na niedouczonego partacza. Zdecydowanie polecam, choć klimatycznie film jest zupełnie inny niż większość Bondów do tej pory.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą