Zaczynamy nadrabiać zaległości...

20 wrzesień 2009 ·
 Bo trochę się tych zdjęć zebrało.


Trochę się opuściłem z wpisami dotyczącymi Japonii, ale już nadrabiam. Zacząłem przeglądać setki zdjęć, które powstały ostatnimi czasy i część z nich tutaj zaprezentuję. Na pierwszy ogień idzie cała seria leniwo-tokijska. Leniwa, bo nie bardzo chciało nam się gdzieś dalej ruszać.


Na początek kilka ujęć z Disneylandu. Niestety pogoda niezbyt nam dopisywała, a w dodatku drugiego dnia załapaliśmy się na początki tajfunu, więc jedynie cztery ujęcia z tego parku. Oczywiście Japończycy mają regularnego bzika na punkcie Mickey’a i spółki, co widać było na każdym kroku. Niestety także w kolejkach, więc do jednej z atrakcji przyszło nam stać 90 minut. Oj dużo „ciepłych słów” padło wtedy. Oczywiście sobie pod nosem, ja już tak mam.








Uważny czytelnik pewnie zauważył słowo „tajfun”. Owszem, mieliśmy takie coś. Wiatr do 150 km/h, deszcz padający poziomo – naprawdę się cieszyłem, że siedzę w biurze. Lało i wiało tak, że parasolka okazywała się kiepskim dowcipem. Jednak jak na standardy tego zjawiska pogodowego to ponoć jeszcze było kiepsko. Ponoć może bardziej. Ja bardzo dziękuję za „bardziej”. Nawiasem mówiąc to doświadczyłem tutaj już zarówno trzęsienia ziemi oraz tajfunu. Ciekawe co następne? Na liście zostaje mi tsunami i wybuch wulkanu…


Dorzucę Wam jeszcze dwa nocne ujęcia z dachu mojego domu. Obiecuję, że w przyszłości będzie więcej.








Przechodzimy wreszcie do nieco bardziej konkretnej porcji zdjęć. Dwa tygodnie temu (mam zaległości, wiem!) wybraliśmy się do Kasai Rinkai Park. Jest to największy park w Tokio, leży zaraz nad zatoką, a dostać tam się można kolejką, około 15 minut jazdy z centrum. Bardzo ważną częścią parku jest diabelski młyn, ponoć drugi największy w Nipponie. Oczywiście nie omieszkaliśmy sprawdzić widoków z góry.



Tutaj poniżej wielka strzelnica golfowa. 3 piętra pełna miłośników tego… hm… no niech im będzie, że sportu.



Oceanarium. Nie wchodziliśmy.









Potem jeszcze mały spacer i przepiękny zachód słońca z widokiem na centrum Tokio!















Tak, lubię zachody słońca... Skąd wiecie?


A w niedzielę była świątynia Meiji. Jedno z ważniejszych miejsc kultu shinto – to najważniejsza religia w Japonii. Świątynia powstała na cześć pierwszego cesarza współczesnej Japonii, który objął władzę w 1868 – zaraz po upadku szogunatu. Jeśli kiedyś będziecie zastanawiać się, czy wchodzicie do świątyni buddyjskiej czy shinto to taka brama jak poniżej da Wam odpowiedź. Tylko shinto ma tak zaznaczone wejścia. Zresztą takich bram jest kilka, a każda oznacza wejście do kolejnego, bardziej świętego kręgu.



Po drodze mijamy jeszcze beczki z winem i sake. Tradycyjnie wytwórnie wina ryżowego ofiarowały świątyniom swój produkt. Sake jest bowiem świętym napojem shinto. Obecnie beczki są puste, stanowią formę reklamy wytwórni, a świątynia o wiele chętniej przyjmuje twardą walutę. Niektóre rzeczy są wspólne dla wszystkich religii.








Jeszcze obmyć ręce i usta i można wejść do Meiji. Tradycyjnie bowiem przed wejściem do świątyni shinto należy dokonać swego rodzaju oczyszczenia. Mi tam po prostu gorąco było.







Ponieważ to była niedziela, natrafiliśmy na cały szereg ceremonii zaślubin. Można powiedzieć, że odbywało się to niemal taśmowo. Uderzyła mnie jedna rzecz – Ci wszyscy ludzie są bardzo poważni, wydają się wręcz smutni. U nas są uśmiechy, krzyki, zdjęcia, a tu pełna powaga. Maszerują jak kompania wojska podczas musztry. Chyba do nich dociera, co właśnie robią…
















 

2 komentarze
futurysta
futurysta -   |  2 lata i 8 miesięcy temu  |  
Więcej zachodów nie ma niestety ;)
 
sunnivva
sunnivva -   |  2 lata i 8 miesięcy temu  |  
Czekamy na resztę :)
 

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
O blogu
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi