Sklepy w Japonii...

19 styczeń 2010 ·
Królestwo marketingu!

Pamiętacie może, jak kiedyś w Polsce gruchnęła informacja, że na Domach Towarowych Centrum w Warszawie pojawił się napis „Wesołych Świąt” jeszcze pod koniec października? Jaka afera z tego była. Wszyscy krzyczeli, że wszechobecny marketing w Polsce to przesada. Serio? Za dużo?! A co jeśli Wam powiem, że nic jeszcze nie widzieliście?

 

Właśnie przechodzę przez kolejny już etap atmosfery w sklepach. Na samym początku nie zwracałem na to większej uwagi. Tyle było innych elementów. Aż nadeszło Halloween. I nagle w sklepach zaroiło się od dyń, masek, ubiorów wszelakich, gadżetów i gadżecików, duperelek i dupereli. Cukiernie przygotowywały specjalne ciacha na modłę tego „święta”, a w knajpach można było dostać potrawy ze specjalnie przygotowanego na tę okazję menu. Japonia dosłownie oszalała na punkcie tego jakże przecież tradycyjnego i zakorzenionego głęboko w lokalnej kulturze wydarzenia jakim jest Halloween. Aż do przesady. Owszem, miło było popatrzeć na poprzebierane tłumy ostatniego dnia października. Tym bardziej, że sporo kobiet wyszło z założenia, że najlepszym strojem jest niemal całkowity jego brak. Te Japonki to mają polot (i krzywe nogi)! Cały październik krzyczał niemal Halloween! Na każdym kroku. Bałem się otworzyć konserwę. I nagle...

 

Wszystko ucichło.

 

Dosłownie. Zero dyń, zero masek, zero kolorowych rajstop, okularów motyla, diablich rogów i czarodziejskich różdżek. Jakby wszystko nagle zapadło się pod ziemię. Cisza, spokój, droga na Ostrołękę...

 

I tak mniej więcej przez tydzień.

 

Marketing bowiem też nie lubi pustki. Przyszedł czas na Święta Bożego Narodzenia. Szanowny kliencie - wydawaj, ile się da! A my Cię będziemy zewsząd kusić, żebyś naprawdę poważnie zawstydził Turbodymomana debetem na karcie kredytowej! W każdym sklepie pojawiły się nagle ozdoby świąteczne. Łańcuchy, bombki, sztuczny śnieg, lampki, kokardki, aniołki, mikołaje, renifery, skrzaty... I nie że w domach towarowych, ale mówię o takim lokalnym spożywczym. Nie sposób przejść, żeby czegoś nie potrącić, albo nie zahaczyć głową o łańcuch zawieszony nisko nad regałami.

W połowie listopada w moim budynku zamieszkała choinka. Taka w pełni wyposażona, z lampkami, bombkami, sztucznym śniegiem i pięknym lokalnym napisem „Merry Christmas”.

Każdego dnia w każdym niemal przybytku handlowym katowany byłem reniferem, co za dużo pije i nos ma czerwony (Rudolph the red-nose reindeer), ostrzeżeniem, że Mikołaj wpadnie na kwadrat (Santa Clause is coming to town) oraz marzeniami o białych świętach (White Christmas). Całe szczęście nigdzie nie udało mi się usłyszeć, że Jerzy Michał znów źle zainwestował uczucia (Last Christmas).

 

Możecie sobie zapewne wyobrazić, że skoro zwykłe spożywczaki oferowały takie atrakcje to domy handlowe prześcigały się w pomysłach na zwabienie klienta. A jakże!

 

Występy, lodowiska, wielkie gwiazdy sprowadzane, żeby zaśpiewać „do kotleta”, tłumy hostess, a wszystko po to, żeby klient wydał te kilka jenów więcej. Owszem, robiło to wielkie wrażenie, a ludzie naprawdę stawiali się licznie. W jednym z centrów handlowych natrafiłem na występ lokalnej „wielkie gwiazdy pop”, jak wyjaśniła mi pani z informacji. Sklep niemal dosłownie pękał w szwach - czyli działa! Ponoć jest to zupełnie normalne. Niemal wypada zorganizować taki występ, bo inaczej prestiż galerii handlowej może poważnie ucierpieć.

Japończyków ogarnął szał zakupów. Tłumy w Omotesando - dzielnicy z dużą liczbą sklepów - były tak wielkie, że naprawdę nie można było przejść. Ruchem pieszych musieli kierować policjanci. Ruchem pieszych! W samochód w ogóle lepiej było nie wsiadać, bo jak to wyjaśniła znajoma Japonka średni czas przejazdy wydłuża się w okolicach Świąt lekko licząc pięciokrotnie.

Jedno z centrów handlowych otworzyło nawet Targ Bożonarodzeniowy na modłę niemiecką (Weihnachtsmarkt) z produktami importowanymi w większości z Monachium i okolic! Znajomy Niemiec testował i stwierdził, że może być, kiełbasa i pierniki dobre, ale grzane wino kiepskie. Niestety potwierdzam. Zwróćcie jednak uwagę, ile trzeba włożyć wysiłku, żeby to wszystko przewieźć z Europy!

 

W sklepach oczywiście szał! Człowiek na człowieku. Dzienny przepływ jenów chyba na poziomie rocznego wydobycia ropy naftowej w Arabii Saudyjskiej. O dziwo nie odczułem jakoś boleśnie. Za to im chwała i pokłony. Poszedłem do jednego z domów handlowych na większe zakupy i naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyli. Przede wszystskim - sporo obsługi w środku i zawsze ktoś skory do pomocy. Stanowiska kasowe przygotowane, stanowiska pakowe również. Co więcej, stanowiska pakowe wydaję klientowi numerek, więc nie trzeba dygać po całym sklepie obwieszonym jak nomen omen choinka na święta. Wystarczy przynieść produkt, a odebrać można zapakowany już przy wyjściu. Proste i skuteczne. Czy na Sali są domy handlowe z Polski? Czy owe domy dobrze wczytały się w ten paragraf? Właśnie usprawniłem Wam proces.

 

Tylko 2% całkowitej populacji Nipponu to chrześcijanie, więc przyznam, że dziwiło mnie to zamieszanie. Widać lokalna populacja w całości dała się nabrać na marketing. I to importowany. Amerykańskie piosenki, niemiecki targ, aniołki, mikołaje i tysiące innych atrybutów, które z Japonią mają niewiele wspólnego. Szkoda.

 

Chyba jedynym lokalnym świętem widocznym w sklepach był Nowy Rok. To najważniejsze święto w japońskim kalendarzu. Rodziny się spotykają, zwaśnione rody zakopują katany wojenne, stoły zastawia się specjalnymi potrawami, a wszystko dekoruje się stroikami i symbolami tygrysa, który ma ponoć przynosić powodzenie. Faktycznie, sklepy były pełne wszelkiego rodzaju produktów noworocznych - wspomniane stroiki, ale też figurki, kartki z życzeniami, ciasto ryżowe, soba (kluski z mąki gryczanej). Ponoć w nocy 25 grudnia następuje wielkie przemeblowanie w placówkach handlowych. Idziecie spać - choinki. Budzicie się - po klimacie bożonarodzeniowym nie ma śladu.

 

Obecnie wszędzie widać serduszka i napisy LOVE. Boję się, co to będzie bliżej 14. lutego, bo przecież w Japonii wszystko musi być kawai (śłiiiitaśne). Na wszelki wypadek zakupię duże ilości cytryn, a poić się będę tylko tonikiem. Może to choć trochę zneutralizuje nadmiar cukru w przyrodzie...

 

4 komentarze
1
queen_of_chocolate
queen_of_chocolate -   |  2 lata i 4 miesiące temu  |  
Katany wojenne :C
 
1
margot
margot -   |  2 lata i 4 miesiące temu  |  
Odnosnie tego, ze po Gwiazdce wszystko blyskawicznie znika: Japonczycy przygotowuja sie w ten sposob do Nowego Roku, oczyszczaja i wyciszaja nieco. Tak sie sklada, ze ma to byc tydzien przed nowym rokiem, wiec zaraz po swietach. Gdzies cos tam o tym czytalam.
 
1
strzelec
strzelec -   |  2 lata i 4 miesiące temu  |  
Aaa... a notkę się jak zwykle super czytało :-)
 
1
strzelec
strzelec -   |  2 lata i 4 miesiące temu  |  
Za to w marcu mamy Dzień Św.Patryka. Z zielonym t-shirtem i zielonym językiem sam staniesz się chodzącą dekoracją :C
 

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
O blogu
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi