
Zaczęło się niewinnie.
Bojownik
Lucmar założył konto w lipcu 2007 roku. Wrzucał obrazki do Szaffy. Jak każdy - trochę obrazków, jakiś film, cycek i piękną galerię z
Kanadą, którą podpisał:
"Mam nadzieje że w przyszłym roku będziemy się mogli spotkać tu u mnie w Kanadzie".
Zdobywał znajomych, komentował, wpisywał się u innych, inni u niego, wysyłał życzenia - działał dużo i zaskarbił sobie naprawdę sporą grupę przyjaciół.
W grudniu niestety zachorował.
W międzyczasie pojawiła się żona.
Żona pisała na forum, że Marek jest chory, że miał atak serca, że wyszedł ze szpitala, ale wraca pomału do sił.
Ludzie trzymali za niego kciuki, składali mu życzenia, robili dla niego fotomontaże - Marku wracaj do nas jak najszybciej.
Niestety. Na początku roku żona ogłosiła, że:
Marek nie żyje, że zmarł w nocy
Na profilu Lucmara pojawiła się data zgonu:
+ 10.01.2009 (01:20)
Smutno się zrobiło strasznie.
Ludzie pisali do niej na profilu, współczuli, pocieszali.
Kilka osób napisało osobisty list do redakcji prosząc o upamiętnienie tak fajnej postaci jak Lucmar, ich Marek, który zawsze o nich pamiętał i zapraszał do siebie.
Przeczytałem te listy i aż biło z nich współczucie, przyjaźń, chęć pomocy wdowie - żeby chociaż symbolicznie docenić Marka.
W końcu dałem się namówić i postanowiłem upamiętnić to wszystko - powstał krótki artykuł z linkami do galerii Lucmara, informacją o sprawie i wyrazami współczucia.
Ludzie pisali:
Wielkie słowa podziękowania składam całej redakcji JM
za ten piękny gest który uczyniła czcząc w ten sposób św.p. Marka
Żona Lucmara też do nas napisała:
"Serdecznie dziękuję Redakcji Joe Monstera za słowa współczucia oraz pokazanie zdjęć przesłanych przez mojego męża na głównej stronie oraz za zgodę na zmianę statusu na superbojownika.
http://www.joemonster.org/p/122680/PODZIEKOWANIE
żona
córka z rodziną
syn z rodziną"
Ale nie minęło zbyt wiele czasu, a pojawiły się podejrzenia...
Ludzie zaczęli pisać i odkrywać w listach od Lucmara pewną prawidłowość.
Każdy list ma w swojej treści niewidzialne na pierwszy rzut oka dane, które opisują skąd został wysłany. Numer IP wpisany w mailach od Lucmara i potem jego żony, okazały się pochodzić z tego samego miejsca... bynajmniej nie z Kanady.
Potem w redakcji zaczęliśmy sprawdzać logi logowań do konta - wszystkie prowadziły do sieci Multimedii, do jednego komputera w Kaliszu, tak samo jak maile. Później okazało się, że Lucmar miał kilka kont... na które logował się na zmianę... z Kalisza.
Barbaraes, Whisky70, Lucmar_zona, adamarek barbaraes, oliwia200, Dariias, kubas20, dawidart, paulaola to były konta jednej osoby, pana Krzystofa F., z których prowadził swoja działalność. Dzisiaj są zablokowane.
Także znajomi Lucmara z Szaffy odkryli, że Lucmar mieszka w Kaliszu i po swoim prywatnym śledztwie znaleźli jego adres domowy. Tak,
wiemy Marku gdzie mieszkasz i nie znasz dnia, ani godziny kiedy cię odwiedzimy. Z prezentem.
Wieńcem nagrobnym ze specjalną dedykacją, na który ciężko zapracowałeś.
Jednym słowem - zostaliśmy zrobieni na szaro. Działaliśmy w dobrej wierze, a to indywiduum to wykorzystało :/
Jeśli znasz jakieś ciekawe, zaskakujące czy szokujące fakty z życia pana Lucmara, wpisz śmiało w komentarzach.
Nie wiem jak sobie z tym poradzę :D:D
Chodżmy się napić,i zapomnijmy o wrzodzie.
Z reszta wystarczy sprawdzic daty. Data "smierci" to styczen a ban pojawily sie dopiero po ukazaniu sie tej notki czyli okolo polowy marca. Nie sadze by mozna nam bylo zarzucic dzialania pochpone.
No i nawet zbanowane konto wciaz nie jest pozbawione kontaktu z nami, wiec jesli jakims cudem nastapila pomylka to mozna do nas napisac bysmy ja wyjasnili. Taki sygnal rowniez nie wplynal. I raczej nie sadze by sie pojawil. Dlugie ramie przypadkowosci nie siega w nieskonczonosc, a w tym wypadku materialu porownawczego bylo bardzo duzo.
nie wiem czy wolno ale jak ktoś jeszcze nie wierzy mogę wrzucić do szafy prawdziwe zdjęcie kola,
sam się dałem oszukać więc chylę czoło
niestety jak dla mnie nie była to dostateczna nauczka i dałem się niedługo oszukać kolejny raz,
i w obu przypadkach nie posłuchałem BP
...ale jak to powiadają co zasiejesz, to potem zbierzesz..
A do tych, dla których przywiązanie do jakichkolwiek społeczności wirtualnych jest ważne: nie znamy się, jedyne co nas łączy to odwiedzanie tej samej strony, okazjonalne wymiany komentarzy i raz na jakiś czas kurtuazyjne spotkania w realu. To za mało, żeby który i którakolwiek z nas angażował(-a) się finansowo czy emocjonalnie w życie innych. To Internet, a nie rodzina...
Jitbarach wejisztabach wejitpaar wejitromam wejitnase wejithadar wejitale wejithalal szemeh dekudsza berich J J hu. A ja pisałem o wielkości o empirycznym doznawaniu
cierpienia z powodu śmierci ... no cóz jestem naiwny
Jeśli ktoś z was znajdzie trochę wolnego czasu polecam
Psychologia tłumu Gustawa le Bona , znajdziecie odpowiedz i wyjaśnienie
postępowania kolegi z Kalisza
Pozdrawiam
więc ręczę głową że nie jest to przekręt,miałem okazję poznać kolegę na jednym ze zlotów w Krakowie,tak więc myślę że to odpada.Pozdrawiam i życzę miłych snów ;-)
Tobie Lucmar też..
Lucmar był kimś z nas i będzie co z tego że ktoś go wymyślił jeśli przeszedł przez nasze czujne oczy to znaczy że nam kogoś takiego brakowało...
ktoś stworzył jakiś rodzaj ideału... trzymajmy się tego
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą