W sobotni wieczór postanowiliśmy urządzić klasową imprezę. Plan obejmował wspólną kolację, wypad do klubu i na koniec parapetówka u mnie w mieszkaniu...
Udało się wszystko w 100% a nawet była dodatkowa atrakcja w postaci chińskich policjantów. Podróżowaliśmy na 1 samochód i 1 taksówkę i w drodze z klubu do mojego mieszkania, około godziny 1 w nocy zatrzymali nas wspomniani policjanci. Rutynowa kontrola, mąż koleżanki z klasy znający dobrze chiński zajmuje się rozmową. Na tylnym siedzeniu Caroline, Marita i ja rozmawiamy o zbliżającym się egzaminie i że warto byłoby w końcu znaleźć jakiegoś partnera językowego żeby poćwiczyć płynność i wymowę. Nagle w głowie drobnej blondynki z Norwegi Caroline pojawił się błyskotliwy pomysł poćwiczenia chińskiego z policjantem. Mina policjanta, gdy zza kierowcy pojawiło się urocze blond dziewcze bełkoczące po chińsku o tym jak znaleźć drogę do księgarni, była bezcenna. Z tego co się później okazało jechaliśmy trochę za szybko, skończyło się tylko na upomnieniu.
Impreza trwała w najlepsze, brakowało tylko reprezentantów Austalii i Antarktydy. Raczyliśmy się specjałami z każdego kraju: Amerykańską Whisky, Chińskim Bimbrem, Koreańskim Likierem, Polską Wódką, Meksykańską Tequilą, Kameruńskim Czymś Mocnym i Owocowym i Urugwajskim Winem. Koleżanki z Norwegii wniosły swoje miłe towarzystwo i 0,75 Smirnoffa, obiecały się poprawić następnym razem.
Kilka zdjęć z chwil krótko po przybyciu do mieszkania, potem jakoś nikomu do głowy nie wpadło, żeby złapać za aparat.

Gopodarza też dorwali.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą