Ogromna większość z nas ma do czynienia z pociągami, rzadziej lub częściej. Lecz mało kto jadąc pociągiem zwraca uwagę na takie dość duże budynki stojące przeważnie tuż przy torach a czasami pomiędzy nimi. To są właśnie nastawnie.
Każda stacja (ale nie przystanek osobowy) musi mieć swoją nastawnię, zwaną "Nastawnią Dysponującą" . Na takiej nastawni siedzi sobie dyżurny ruchu, to taki ludzik, który dowodzi całym tym cyrkiem, pilnuje żeby pociągi jeździły tam gdzie powinny, żeby jechały bezpiecznie, oraz żeby ruch szedł sprawnie. Poza tym nadzoruje manewry w stacji, oraz wykonuje masę innych czynności. Gdy stacja jest duża, jedna nastawnia by nie wystarczyła, dlatego dodaje się do niej "Nastawnię Wykonawczą". Jak odróżnić wykonawczą od dysponującej? Bardzo prosto, każda nastawnia ma za nazwę skrót, dwu- lub trzyliterowy od nazwy stacji, na przykład nastawnia dysponująca stacji Zabrze nazywa się Zz, w Gierałtowicach nazywa się Gie, w Katowicach - Ktc. Nastawnia wykonawcza nazywa się tak samo jak dysponująca, ale dorzuca się do niej cyferkę, czyli nastawnia wykonawcza w stacji Zabrze będzie się nazywać Zz 2, w Gierałtowicach to będzie Gie 1 i tak dalej i tak dalej. Czasami stacja jest tak duża, że potrzeba kilku natawni dysponujących aby ruch się odbywał bez przeszkód. Wtedy ze skrótu stacji obcina się ostatnią literę i wstawia kolejne litery alfabetu czyli skrót stacji jest Abc, to wtedy kolejne nastawnie się będą nazywać Aba, Abb, Abc, Abd, itede, itepe. Na nastawni wykonawczej pracuje Nastawniczy, który jak nazwa wskazuje - nastawia. Nastawia drogę przebiegu, czyli w uproszczeniu ustawia wszystkie rozjazdy (nie zwrotnice - zwrotnica to część rozjazdu) w taki sposób aby pociąg się nie wypierniczył, albo nie został skierowany gdzieś, gdzie nie powinien. Nastawniczy pracuje pod dyktando dyżurnego ruchu, ale zasadniczo wykonują te same czynności, obsługują te same - choć nie jest to regułą - urządzenia SRK (Sterowanie Ruchem Kolejowym), wypełniają podobną dokumentację i mają podobne obowiązki, z tym że dyżurny wydaje polecenia nastawniczemu. Oczywiście nie zwalnie to nastawniczego od uważania na to co się robi, w końcu dyżurny też człowiek - może się pomylić i narobić głupot, a jak narobi głupot to już kara mustafa, robi się niefajnie i może się to w niektórych przypadkach skończyć dwuletnim oglądaniem świata w kratkę:).
Taka praca ogólnie nie jest zła, choć na każdym posterunku (bo tak też można nazywać nastawnie) pracuje się inaczej, na niektórych jest obsada pojedyncza i siedzi się samemu, a na innych wieloosobowa - podwójna, potrójna, poczwórna czy nawet pięciokrotna, czyli siedzi się w parę osób, bo tyle jest pracy. Na niektórych ruch jest większy, na niektórych mniejszy, różnie to bywa. Czasami przypomina to wieżę kontroli lotów, szczególnie na bardzo dużych stacjach, takich jak Tarnowskie Góry, Gliwice, Warszawa Wschodnia, czy Gdynia Towarowa, tyle tam jest pracy, wiele pociągów jednocześnie, trzeba się czasami nauczyć robić trzy rzeczy naraz :). Na moim jest dość fajnie, można sobie nadrobić zaległości w książkach, flimach czy gazetach, bo czasami człowiek przez te dwanaście godzin może zwariować z nudów, tak nie ma co robić:) Ja sobie zawsze biorę laptopa i jakieś filmy żeby było co pooglądać, szczególnie na nockach (pracuje się na dwie zmiany, choć nie wszędzie). Choć bywa tak że człowiek wychodząc z roboty musi zaglądać do dowodu i patrzeć jak ma na pierwsze a jak na drugie, bo taki był zapierdziel.
Ogólnie pierwsza samodzielna służba minęła dość przyjemnie, nie udało mi się niczego zepsuć, obejrzałem sobie dwa filmy i gazetę przeczytałem a w międzyczasie udało mi się trochę podrzemać:). Dzień był dość mało ruchliwy, z rana trochę pojeździli, na szczęście potem przyjechał pociąg sieciowy i naprawiali sieć, toteż można było zamknąc tor i cieszyć się błogim spokojem:). Czasami w lecie człowiek się czuł jak na jakmiś wywczasie, bo nastawnię mam bardzo blisko lasu toteż ptaki śpiewają i dużo zwierzaków biega w okolicach torów, także jest na co popatrzeć. Jednym z dużych minusów jest gniazdo szerszeni na strychu mojej nastawni, w zimie wiadomo nie latają, ale w lecie się zacznie bieganie z gazetą i tłuczenie owadów:). Myszy też się nam zdarzają, czasami w nocy słychać jak coś chrobocze po kątach, próbujemy je łapać, ale jak na razie na próżno:).
Drogowiec też mnie odwiedził, bo codziennie muszą być zrobione oględziny rozjazdów, robi to drogówka, ale jak ich nie ma z jakichś względów, to musimy to robić my. Kawę żeśmy wypili, pogadali, najnowsze wieści wymienili - kolejarze to strasznie plotkarski stan:) - a potem już do mnie nie przyszedł, więc można się było oddać spokojnemu oglądaniu filmów. Jak jeszcze sobie wezmę internet bezprzewodowy, to już mi się nawet nie będzie chciało wychodzić z roboty:D
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą