< >  wszystkie blogi

Choroba morska w pociągu.

1 kwiecień 2009 ·
Długo nic nowego nie było. Blog rządzi się swoimi prawami, toteż częstotliwość nowych notek mam różną. Talent pisarski u mnie średni, więc i notki bywają różne, lecz idźmy za ciosem.

Odbywając zasadniczą służbę wojskową, pociągami się troszkę najeździłem. Patrząc na to kolejowym (niewprawnym) okiem, można wyciągnąć pewne wnioski. Jeździłem na trasie Katowice - Warszawa Wschodnia (przez CMK, czyli Centralną Magistralę Kolejową) i z Warszawy Wschodniej do Barczącej (można tam trafić jadąc w kierunku Siedlec).  Może być to krzywdzące, ale to powiem: Warszawa jest bliżej koryta. Na - za przeproszeniem - zadupiu jakim jest Barcząca, są urządzenia Adtranza, Bombardiera i Siemensa, czyli znakomitych firm.

Barcząca nie jest nawet stacją, to przystanek osobowy. Tory mają w porównaniu do śląskich idealnie równe, wszystko jest na podkładach strunobetonowych. Na mojej stacji szlabany wciąz opuszcza dróznik, a na takim zadupiu są one sterowane automatyznie, a przepustowość tych dwóch przejazdów jest zupełnie różna i nie powiem już, że poprzez przejazd na mojej  stacji jest o wiele większy ruch niż tam. U mnie w zakładzie większość urządzeń SRK, czyli sterowania ruchem kolejowym pamięta jeszcze wojnę a nierzadko i czasy przed nią. Na mojej stacji większość szyn jest datowanych na rok 1914. A ruch jest u nas nieporównywalnie większy niż u nich. Nie wiem czy to kwestia pieniędzy, czy większej sprawności zarządzania, fakt jest faktem. Nastawnie pod Warszawą są zadbane, wyczysczone wokół, drogi dojścia do posterunków wykoszone ze chwastów. Natomiast nasze śląskie nastawnie są zaniedbane totalnie, wokół pełno śmieci, nierzadko niektóre tory stacyjne są zamknięte jeszcze w latach 80, XX w. a tory porasta trawa tak bujna, że żey je znaleźć, trzeba by całą tę florę najpierw powycinać.

Naprawdę, nie lubię narzekać na kolej. Niektóre wytyki są naprawdę bezpodstawne. Lecz niestety, ten stan jest naprawdę niefajny. Jadąc z Warszawy poprzez CMK do Katowic mógłbym przy oknach zabitych deskami bez problemu powiedzieć, kiedy pociąg wjechał do stacji Zawiercie. Zbliżając się do Zawiercia od razu się zaczyna wspaniałe bujanie i podskakiwanie na rozjazdach, oraz szarpańsko na szynach. Tymczasem jadąc z Warszawy do Barczącej, człowiek nie wiedział nawet że po rozjazdach jedzie, no może trochę przesadzam, ale naprawdę tam mniej bujało na rozjazdach niż na śląsku. Po części powodem tego jest fakt że do Barczącej zasadniczo nie jeździ nic ciężkiego, głównymi pociągami na tych torach są pociągi osobowe, szczególnie EN-57 które w porównaniu do pociągów jakie u mnie się przewalają, są lekkie jak piórko.

Ciekaw jestem jakby wyglądały warszawskie tory, gdyby zaczął się u nich taki tonaż przewalać jak u nas. Cóż z tego że remontują nam linię od Opola do Gliwic, wychuchają tory, wyliczą elegancko wszystkie przechyłki, podłożą strunobeton, położą szyny bezstykowe. Wystarczy że przejedzie parę "towarowców" z "płaskimi miejscami" i na nic całe te remonty. "Płaskie miejsca" to miejsca na obręczy kół, które robią się płaskie. Robią się płaskie, ponieważ gdy ciężki pociąg towarowy jedzie i musi gwałtownie zachamować, a wiadomo że się nie zatrzyma od razu, to siłą rozpędu pociąg wciąż jedzie, niektóre koła już są nieruchome i ścierają się o tory. W ten sposób właśnie robią się płaskie miejsca. Pociągi z takimi defektami bardzo dzybko niszczą tory, ponieważ każdy obrót takiego koła, to jak uderzenie potężnym młotem. jest to szczególnie wielki problem podczas dużych mrozów w zimie, kiedy metal robi się kruchy, wtedy bardzo często dochodzi do wypadków czy opóźnień.

Tonaż jaki się przewala przez nasze rozjazdy też jest naprawdę duży. Iglice w rozjazdach - czyli w uproszczeniu te szyny które kierują pociąg na odpowiednie tory - niszczeją o wiele szybciej i dlategóż to jadąc pociągiem po śląsku można dostać w nim choroby morskiej. Spowodowane jest to sytuacją, gdy dopuszcza się do jazdy tabor który dawno powinien iśc na żyletki czy inny drobny sprzęt metalowy, a jeździ to po naszych torach, bo przecież więgiel trzeba czymś dowozić. Krzywe wózki, nierówne koła, to wszystko powoduje przyspieszoną degradacją nawierzchni szynowej

Gwoździem do trumny jest fakt, że na śląsku pod nami non stop kopią. Wystarczy jedno większe strzelanie na Makoszowach czy Budryku, i już tory na powierzchni "wichrują", czyli nie trzymają wymiarów. Takie usterki czasami bardzo ciężko wykryć gdyż często występują tylko pod obciążeniem - kolejny powód pośreni wielu wypadków.

Więc naprawdę żal jest patrzeć, gdy widać że można mieć lepiej, ale niestety nie ma się bo się jest dalej od koryta. Smutne.
 

Skomentuj

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
O blogu
  • Bojownik - komsomolec - dzielnie dowodzi pociągami na pewnej nastawni wykonawczej:) Tematy ogólnokolejowe, okołokolejowe, czy wogóle nie kolejowe. Może parę zdjęć:)
  • Informuj mnie o nowościach na blogu
  • RSS blogu komsomolec
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi