< >  wszystkie blogi

mar13w's absurdlog

przeciętne, nieprzeciętne dni codzienne

:: mózg nasz prywatny wróg ::

5 czerwiec 2009 ·
Czasami jest tak, że człek nie zdaje sobie sprawy z jakim wrogiem żyje pod jednym dachem a właściwie w jednym ciele. Można powiedzieć, że do pewnego momentu w życiu rzeczywistość pojmowałam logiczno-rozumowo. Jednym słowem istniała zależność ja – rozum , a zależność ja – emocje szły sobie jakoś z boku. Jakimś cudem uniknęłam większych uzależnień w życiu (bo przecież pewną ufność w niektóre rzeczy trudno nazwać uzależnieniem), gdy nagle zostałam dwa dni temu uświadomiona. Kolega zadzwonił do mnie z informacją, że od pewnego czasu po prostu jestem „na głodzie”. Myślę, że moja mina musiała być bezcenna. ;-)

Dostałam całkiem spory wykład na temat uzależnienia od „dopaminy” z dość przykrym wnioskiem końcowym, że z tego się nie da wyleczyć. Pomyślałam tylko „super”, faceci to mają zdolności do niszczenia człowieka. Jeden porzuca i po jakimś czasie człek dowiaduje się, że uzależnił się od niego, a drugi człowieka dołuje informacją, że tak będzie do końca świata.

Dopamina – C8H11NO2 – tzw. jeden z hormonów szczęścia. Mózg głupio rozumowo gdzieś zatracił swoją przezorność i zatonął przez długi okres delektując się produkcją czegoś czego nie powinien. :( Ech, że człek nie słucha intuicji, która próbowała przebić się przez różowe okulary mózgu, ale nijak nie mogła.

Teraz dodatkowo dowiaduje się, że niski poziom dopaminy a wręcz jej niedobór może doprowadzić do choroby Parkinsona czy też wpłynąć na „procesy emocjonalne, wyższe czynności psychiczne” itd. itd. (czy ktoś zna program do formatu mózgu!?)

Jak to kolega określił jest kilka rozwiązań, problem w tym że oba mi nie pasują. Jedno związane z kokainą, która to stymuluje podobno wydzielanie dopaminy w mózgu. Stanowczo mówię „nie” - jedno uzależnienie mi wystarczy choć do tej pory po prostu nazywałam to głupim, nierozsądnym zakochaniem się. Drugie rozwiązanie to podobno ponownie "wskoczenie do rzeki". Problem, że na razie to ja mam dosyć przejść po tym pierwszym i ostatnim, kiedy to zamiast zachować logikę i ostrożność na maksa, pozwoliłam mojemu wewnętrznemu wrogowi poczuć się szczęśliwie. Zatem nijak to rozwiązanie również mi nie pasuje.

Postanowiłam na przekór temu co mówi kolega postawić na pewien inny hormon celem złapania równowagi o której zapomniał mózg, a mianowicie na endorfinę. Wysiłek fizyczny wpłynie dobrze zarówno na figurę jak i na „uszkodzone” części mego wewnętrznego wroga. ;-) W końcu basen jest podobno dobry na wiele rzeczy, a dodatkowo gdy planuje się zrobić papiery na żagle będzie to dosyć pomocne.

Jednak jak to człek musi na wszystko uważać bo nijak nie wiadomo kiedy i od czego to można się uzależnić.

 

Skomentuj

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi