Jak wszyscy wiemy, esencją Francji są sery i wino. O ile to drugie pochwalam w każdej formie, zawsze i wszędzie, o tyle to pierwsze nie zawsze. Największym problemem sera jest bowiem jego zapach. Czasami lubię ugotować coś ze śmierdzącym serem, nie przeczę, ale generalnie nie lubię, kiedy zapach mojego jedzenia urywa nos.
Na szczęście, mieszam w cywilizowanej Europie i znalazłam sposób, żeby poczuć się jak Margoton la jeune bergčre.
Aby mieć odrobinę Francji w swoim domu, musiem pociebować:
1. ciasteczka owsiane o smaku serowym (ok. 3 euro za paczkę)
2. wino (to jest bardzo dobre i kosztuje jedyne 11 euro za butelkę; większość win francuskich kosztuje koło 25)
3. francuską muzyczkę (za darmo w sklepie rapidshare :D)
Plus oczywiście parę gadżetów ułatwiających życie, t.j. komp z głośnikami, kieliszek i korkociąg.
Zaleca się stosowanie artykułów 1-3 aż do osiągnięcia stanu zadowolenia, liberté, egalité et fraternité.
Postanowiłam umieszczać tutaj kompromitujące informacje o sobie. Kiedy już będę sławna i bogata, reporterzy brukowców będą mieli ułatwione zadanie. Zajrzą sobie tutaj i dorobią do tego fabułę i oprawę.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą