Dzisiejsze wydarzenia zainspirowały mnie do pobudzenia tego pseudo-bloga... co fajniejsze, temat tej notki jest bardzo podobny do ostatniej będzie jedynie bardziej rozwinięty...
Dzisiejsze wydarzenia zainspirowały mnie do pobudzenia tego pseudo-bloga... co fajniejsze, temat tej notki jest bardzo podobny do ostatniej będzie jedynie bardziej rozwinięty...
Zacznijmy od tego ze jestem głupi. Moja głupota jest wielka, bezkresna i bezdenna. Jest tak przeogromna, ze aż się nią podzielę...
Po pierwsze, ludziom się nie ufa. Nigdy. Pod żadnym pozorem, nie ważne jak piękni by byli, jakie czułe słówka mówili czy jak mocno się zaklinali. Dzięki temu, jak już wbiją wam nóż w plecy (a wbiją na pewno) będzie to coś czego się spodziewaliście, więc tylko go wyjmiecie, upuścicie na ziemię i pójdziecie dalej. Gdy jednak zrobi wam to osoba której ufacie, lub (o zgrozo) darzycie jakimś uczuciem, to go nie wyjmiecie. Bo za każdym razem kiedy będziecie próbować, za każdym razem kiedy go dotkniecie, pomyślicie jak to fajnie było/mogło być, że może jeszcze nie wszystko stracone. I taki nóż wypadnie kiedyś, ale sam, kiedy będzie się biegło dalej, samemu...
Suma sumarum: Jak już spierdoli się wszystko, patrzysz w górę i zaczynasz rozumieć, że to dopiero początek . . .
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą