Kiedyś żona moja i jej grupa z kursu językowego spędzała wakacje na mazurach. Pogoda była taka sobie, więc żeby zabić nudę, która na grupę wychodziła z każdego kąta, grano w EUROBIZNES, Monopoly również zwanym. Kupowano, sprzedawano, stawiano domy, hotele, jednym słowem, przegrywano majątki rodzinne.
W ramach przyjaźni między narodami i programu „wszystkie dzieci nasze są”, pewnego wieczora grupa wraz z ukochaną została zaproszona na międzynarodowe ognisko.
Pewien światowiec podszedł do mojej drugiej połówki i taki oto dialog się wywiązał:
Światowiec: Skąd jesteś?
Ukochana: Z Myszkowa
Światowiec: Ja mieszkam w Wiedniu
Ukochana: O kurcze, mam tam hotel [:)]
Światowiec: Aha………….
Po wymownym „aha” Światowiec oddalił się niby to po piwo i jak poszedł, tak do dziś nie wrócił.
No co, człowiek nie taki, żeby się nie pochwalił
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą